Wreszcie zaczyna się coś dziać! Miłego czytania i zapraszam do komentowania!
Mężczyzna
rozebrał chłopaka do końca i niedbale zrzucił kimono gdzieś na podłogę.
Przesuwał szczupłymi dłońmi po jego udach i biodrach, badając jego jasną jak śnieg
skórę. Wiedział, że podczas „hipnozy” Mira będzie reagował o wiele słabiej niż
normalnie, dlatego będzie musiał się bardziej postarać. Uśmiechnął się. Lubił takie
wyzwania.
Rękoma
sięgnął do jego dołu. Bez zbędnych ceregieli, złapał jego członek i zaczął
delikatnie go pocierać. Chłopak drgnął lekko, lecz dalej wykonywał dany mu
rozkaz. Neva powoli przesuwał dłonią w górę, i w dół, sprawiając młodzieńcowi
dawkę przyjemności, którą odczuwał mimo stanu, w jakim się znajdował. Jego jęki
były dosyć ciche, ale jednak były, co było i tak zaskakujące. Widocznie Mira
był bardzo wrażliwy. Mężczyzna uśmiechając się pod nosem, kontynuował swoje
działania, z czasem przyspieszając ruchy ręką.
Druga ręka
sięgnęła do sutków chłopaka. Przesuwała po nich delikatnie, gdy druga wciąż nie
przestawała pieścić jego członka. Zaczęła pocierać jego sutek między palcami,
czemu towarzyszyła kolejna seria pojękiwań, które towarzyszyły odgłosom ssania.
Chwilę później Neva oderwał się od ust młodzieńca i językiem zaczął lizać jego
sutki, przygryzając je co chwilę delikatnie. Ssał je i lizał okrężnymi ruchami,
a pojękiwania stawały się coraz głośniejsze.
Z czasem z
zadowoleniem poczuł jak penis twardnieje w jego dłoni, a chłopak z odgłosami
rozkoszy, kładzie mu głowę na ramionach. Dalej nie przerywał wprawnych ruchów
dłonią, z satysfakcją czując, jak Miry staje się coraz większy i cieplejszy.
Oblizał usta i powoli położył partnera na materacu, wpatrując się w jego
przymknięte z przyjemności powieki. Po jego reakcjach wywnioskował, że robił to
zapewne pierwszy raz. Uśmiechnął się i przyłożył do swojej rany na szyi dwa
palce. Upewnił się, że są całe umoczone we krwi i podsunął je chłopakowi, który
łapczywie chwycił je mocno i zaczął lizać, a następnie ssać. Gdy nie pozostała
na nich nawet kropla krwi, zabrał je od ust Miry i podniósł powoli jego biodra,
ułatwiając sobie w ten sposób dostęp. Delikatnie wsunął palce pomiędzy jego
pośladki, czemu towarzyszył głośny jęk. Powoli zaczął nimi lekko poruszać,
próbując jak najlepiej przygotować Mirę na coś znacznie większego.
Kiedy
poczuł, że ten jest już gotowy, powalił go na łóżko i rozszerzył mu nogi. Mężczyzna
zaśmiał się tylko cicho i pomyślał: „Będzie ciekawie”, po czym palcami,
uwalniając tym chłopaka z „hipnozy”.
Zdezorientowany
Mira otworzył szeroko oczy, mrugając zaskoczony. Zorientowawszy się, co się
dzieje zaczął energicznie się wyrywać, próbując uwolnić się z mocnego uścisku
Nevy. Oczywiście bez skutku. Po chwili poczuł jak stwardniały z podniecenia
członek wsuwa się w niego mocno i do końca. Poczuł rozrywający go ból i krzyk
uwiązł mu w gardle. Mężczyzna nie dał mu czasu na przyzwyczajenie się i od razu
zaczął się poruszać.
-
…P-Przestań…to..boooli…p-przeeestań… - mówił pomiędzy kolejnymi pchnięciami,
dalej próbując go odepchnąć, ale były to tak słabe starania, że Neva z
łatwością złapał jego ręce i przycisnął je do łóżka nad jego głową, dalej
robiąc swoje. Nie zahipnotyzowany Mira był o wiele bardziej walczący, co robiło
się trochę denerwujące, ale kontynuował, czując nadchodzący koniec.
Zadał
jeszcze kilka mocniejszych pchnięć trafiając w prostatę chłopaka, co sprawiło,
że bolesne błagania zmieniły się w słodkie jęki przyjemności. Neva pchnął
jeszcze raz i ostatecznie doszedł w jego wnętrzu. Mira niemalże w tej samej
chwili ostatni raz jęknął, osiągając spełnienie.
Usatysfakcjonowany
Neva opadł bez sił na chłopaka. Przez chwilę po prostu leżeli w milczeniu, a
Mira zastanawiał się nad tym, co przed chwilą zrobił. Po raz pierwszy
doświadczył czegoś takiego. Nigdy nie myślał o takich rzeczach. Nie był taki
jak inni nastolatkowie w jego wieku. Nigdy nie latał za dziewczynami, nigdy
nawet z żadną nie był. Z chłopakiem też nie. Nie zastanawiał się nad tym, czy w
ogóle kiedykolwiek będzie chciał być z kimś. A teraz co? Przespał się z kimś,
kogo poznał chwilę temu. W dodatku nie z własnej woli, a tyłek bolał go
niemiłosiernie.
- Kiedyś
Cię zabiję – obiecał Mira, przerywając kilkuminutową ciszę, krzywiąc się z
bólu.
Mężczyzna
podniósł się na łokciach i spojrzał mu w oczy z zaciekawieniem, uśmiechając się
drwiąco.
- Nie
byłbym tego taki pewien – błysnął śnieżnobiałymi kłami – To JA Ciebie
stworzyłem. Do końca moich i twoich dni, zawsze będziesz robił co Ci każę. Nie
możesz mi się przeciwstawić – polizał jego szyję, podkreślając tym swoje słowa
– Prędzej to ja Cię zabiję. Mogę to zrobić w każdej chwili.
Zmęczony
chłopak westchnął ciężko i powoli zamknął oczy. Dalej czuł pulsujący ból,
rozprzestrzeniający się po całym ciele, ale z czasem stawał się on coraz
mniejszy. Mimo że go bolało, nie znaczy, że nie odczuwał z tego żadnej
przyjemności. Ból i rozkosz współgrały ze sobą tworząc symfonię, która
połączona z gorzkimi nutami, była najpiękniejszą symfonią, jaka tylko mogła
istnieć.
Nagle
poczuł jak Neva podnosi jego głowę do rany, która powoli zaczynała się goić.
Mira nie myśląc wiele przyssał się do szyi, po której na nowo zaczęła spływać
stróżka świeżej, pachnącej krwi.
***
Kiedy Mira
otworzył oczy było już dawno po zachodzie słońca. Po raz pierwszy obudził się
po zmroku, a było to dosyć dziwne uczucie, lecz w końcu będzie musiał się do
niego przyzwyczaić. W końcu wolał to niż spalenie się w świetle dnia. Jako wampir
w dzień śpi, a w nocy wstaje – takie panowały zasady. Nie miał nic przeciwko
im, bo w końcu mógł się wyspać. Nic mu się nie śniło, więc nic nie mogło
przerwać jego odpoczynku.
Leżąc,
dalej wspominał koszmar, w którym pojawił się niebieskowłosy. Prawdopodobnie
pojawił się w nim przez to, że go zmienił i jakoś podświadomie musiał to
odczuć. Jednak coś mu w tej teorii nie pasowało, lecz nie wiedział dokładnie
co. Pojawienie się tego mężczyzny w tym śnie musiało mieć inny powód.
Westchnąwszy
głęboko wstał z łóżka, ale przerwał mu tępy ból w okolicach pośladków. Był
znacznie słabszy niż wczoraj, lecz dalej dawał o sobie znać. Z zażenowaniem patrzył na ubrudzone krwią,
niegdyś białe kimono, które rozwalone walało się po podłodze. Przeklinając w
duchu jego „stwórcę”, obiecał sobie, że kiedyś odpłaci mu pięknym za nadobne. I to z wielką przyjemnością.
Po chwili
usłyszał zbliżające się, ciche kroki i do zaciemnionego pokoju wszedł Neva.
Uśmiechając się, podszedł do łóżka i rzucił na nie jakieś ciemne ubrania.
- Masz.
Przebierz się – rzekł, siadając swobodnie na materacu – Jak chcesz wziąć
prysznic to tam jest łazienka – wskazał na drzwi z małym okienkiem, zasłoniętym
od wewnętrznej strony ciemną zasłoną.
Chłopak
zabrał ze sobą ciuchy i poszedł do małej łazienki. Była naprawdę mała, ale
jakoś dało się w niej poruszać. Z trudem, ale jednak.
Po wzięciu
krótkiego prysznica, wycierając się, zauważył drobne lusterko. Podniósł je,
ciekawy, czy będzie widać jego odbicie, jak to zwykle opisane było w książkach
i filmach. Było, ale coś się w nim zmieniło. Zdziwiony wpatrywał się w swoją
jeszcze jaśniejszą niż wcześniej skórę. Wcześniej przypominała jasno-szarą
ścianę, teraz – śnieżnobiałe mleko. Oczy też miał inne, były trochę większe.
Jedyne, co pozostało bez zmian to ciemne wory pod oczami, które wcześniej były
spowodowane – a przynajmniej tak mu się wydawało – ciągłą bezsennością. Teraz
był wyspany jak nigdy, a podkówki nie zniknęły – widocznie taką miał urodę,
skoro nawet po śmierci mu zostały. Zaśmiał się w duchu. Dziwnie to zabrzmiało.
Westchnąwszy
wziął się za ubieranie. Już miał założyć granatową bluzkę z krótkim rękawem, gdy
zobaczył jak ona wygląda. Była dosyć luźna, całkowicie taka, jakie uwielbiał.
Wolał chodzić w luźnych ciuchach. Jednak nie to mu przeszkadzało. Na plecach
wyhaftowany był jakiś wzór. Gdy jej się przyjrzał zauważył czarną różę, którą
ledwo było widać na ciemnym materiale. Była podobna trochę do tej, na jego
naszyjniku. Zdziwiony spojrzał na wisior, a następnie znów na ubranie. Kwiaty
były identyczne. Sprawiało to, że ubranie wyglądało na dosyć… kobiece. Nie miał
najmniejszego zamiaru jej ubierać. Krytycznym wzrokiem patrzył na nią, jakby w
nadziei, że nagle zmieni się w jego ulubiony T-shirt, lecz oczywiście tak się
nie stało - bluzka uparcie pozostawała w swojej oryginalnej postaci. W końcu
desperacko rozejrzał się po łazience, poszukując czegoś normalnego do ubrania,
ale leżał tam tylko dywanik i szare mydło, a na ścianie wisiał brązowy ręcznik.
Przeklinając, ostatecznie ją ubrał.
Gdy wrócił
do pomieszczenia, w którym przespał dzień, Neva dalej siedział na łóżku z
nieustannym sarkastycznym uśmiechem na ustach, zastanawiając się nad czymś.
- A,
właśnie – przypomniał sobie – Miałem Cię wcześniej zapytać. Jak się w ogóle
nazywasz?
- Yureimi
Mira – przedstawił się krótko, rzucając brudne kimono na podłogę.
- Yureimi,
co? – mruknął pod nosem, uśmiechając się, z tylko sobie znanego powodu – Fajne
znamię – powiedział, wskazując na jego przedramię. Widniał na nim ciemny znak w
kształcie róży. Jego matka miała identyczny – Masz dokładnie taki sam naszyjnik
– przeniósł wzrok na wisiorek z czarną różą, który wisiał na szyi chłopaka.
- Po mamie
– odrzekł, mając nadzieję, że temat się nie rozwinie. Oczywiście Neva nie był
tego typu osobą, która wie, kiedy skończyć. Jego ślepia się rozszerzyły, jakby
odkrył coś niesamowitego, a usta jeszcze bardziej się wyszczerzyły.
- Pewnie Ci
smutno będzie bez niej, bo chyba wiesz, że już nie możesz się spotykać z
bliskimi – ciągnął, a w jego głosie było słychać udawany smutek, z ust zniknął uśmiech.
- Moi
rodzice nie żyją od dziesięciu lat – odpowiedział Mira, patrząc się na
mężczyznę bez wyrazu.
Usta
wampira drgnęły, lecz nie uśmiechnął się. Tylko jego oczy dalej się śmiały.
- Przykro
mi – znów fałsz w głosie – Pewnie Ci ich brakuje – tym razem nie był w stanie
się nie uśmiechnąć.
- Co mam
robić dalej? – uznał, że ignorowanie jego słów będzie najlepszym sposobem na
skończenie tematu – Do wioski nie mogę wrócić.
Mężczyzna
patrzył się chwilę na chłopaka, przechylając na bok głowę, zastanawiając się
nad czymś. Po chwili na jego twarzy znów zagościł kpiący uśmiech.
- Jesteś
drugą osobą, którą zmieniłem w tym miesiącu, więc nie jesteś mi potrzebny. Do
czasu aż się pozbędę poprzedniej ofiary, możesz robić, co chcesz – wzruszył ramionami,
opierając się o ścianę.
- Po co
zmieniasz te wszystkie osoby? – spytał Mira, patrząc na Neve podejrzliwie –
Wykorzystujesz ich wszystkich tak, jak mnie wczoraj?
- Nie do
końca… - wyznał – Zazwyczaj to tak nie spełniam swoich zachcianek – uśmiechnął
się tajemniczo – Możesz czuć się wyróżniony, że tylko Ciebie potraktowałem tak
łagodnie. Zazwyczaj nie jestem taki miły – znów błysnął zębami – Szkoda by
było, gdybyś za szybko umarł – w jego głosie słychać było, jakby tylko o tym
marzył.
Młodzieniec
westchnąwszy, bez słowa minął wampira i wyszedł z pomieszczenia, trzaskając za
sobą drzwiami. Wcześniej nie wychodził z tego pokoju, więc teraz z
zainteresowaniem obserwował wystrój domu. Znajdował się w wąskim korytarzu, na
którego ścianach wisiały małe obrazy, przedstawiające jakieś bitwy i portrety
nieznanych chłopakowi postaci. Pod sufitem wisiał szklany żyrandol, taki, jaki
często znajduje się w domach staromodnych bogaczy. Jego drobne kryształki
odbijały blade światło płynące z małych żarówek. Nie miał pojęcia, że Neva był
bogaty – pokój, w którym wcześniej przebywał wyglądał skromnie, nawet lamp w
nim nie było, ale widocznie był on stworzony specjalnie dla jego ofiar.
Skrzywił się na samą myśl, jak mężczyzna traktował ludzi, których dopiero co
zmienił. Dobrze, że Neva puścił go wolno, nie miał zamiaru znów dać się
wykorzystać.
To na razie tyle. Wkrótce kolejny rozdział!
Przez przypadek trafiłam na twojego bloga i nie żałuję. Bardzo podoba mi się opowiadanie, jakie piszesz. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały, życzę weny ;w;
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa :3 Postaram się nie zawieść twoich oczekiwań ^w^
Usuń