wtorek, 31 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 3

  Dzisiaj rozdział 3! Miłej lektury i jak zwykle zapraszam do komentowania!

Kiedy tak szedł korytarzem w stronę schodów, nagle kogoś zauważył. Nie wiedział, że jest tu ktoś jeszcze. Zaciekawiony podszedł bliżej, by przyjrzeć się nieznajomemu. Zobaczył młodego chłopaka, miał mniej więcej tyle lat, co Mira, może trochę więcej. Był blady, choć nie tak jak on, miał krótkie do brody blond włosy i duże, jasnozielone ślepia, które wyglądały jak szklane spodki. Skądś go kojarzył, chyba widział go wcześniej w wiosce, prawdopodobnie nawet w jego szkole. Blondyn przechodząc obok chłopaka, nawet nie zwrócił na niego uwagi, tylko minął go i wszedł do pokoju, w którym dalej przebywał Neva. Drzwi trzasnęły za nim.
  Mira, nie wiedząc co o tym myśleć, tylko wzruszył ramionami i skierował się w stronę, z której przyszedł młodzieniec. Szedł dalej korytarzem, mijając kolejne obrazy i gobeliny. Dom okazał się być zaskakująco mały, ale bogato zdobiony. Ozdoby wiszące na ścianie oraz kryształowe żyrandole z pewnością do tanich nie należały.  Nagle jego uwagę przykuło srebrne światło, wpadające do pomieszczenia przez średniej wielkości, odsłonięte okno, znajdujące się u końca schodów.  Zszedł do niego i ciekawy zajrzał na zewnątrz. Chciał wiedzieć, czy rozpozna to miejsce.
  Ku jego zdziwieniu zobaczył mała wioskę, w środku której górowała spora świątynia. Było już dawno ciemno, lecz mimo to był pewny, że jest to wioska Hisane - jego ostatnie miejsce zamieszkania. A więc cały czas znajdywał się blisko miasteczka.
  Chłopak przez chwilę patrzył przez okno, zastanawiając się nad czymś. Nagle ktoś pstryknął mu palcami przed twarzą, przerywając jego przemyślenia.
- Myślałem, że uciekniesz – powiedział niebiesko włosy wampir, ze szczerym zdziwieniem w głosie - Jednak nie radziłbym Ci tego. Do wioski z tego, co wiem, nie masz po co wracać, a najbliższe miasto znajduje się paręnaście kilometrów stąd.
- Po prostu się zamyśliłem – odrzekł, opierając się o parapet – Myślałem, że nie mieszkasz tak blisko wioski.
- I tak prawie nikt tu nie przychodzi – w odpowiedzi wzruszył ramionami – Najciemniej pod latarnią.
- Co to był za chłopak? – spytał Mira, patrząc na mężczyznę przenikliwie.
- Moja poprzednia ofiara. Miał być na ten miesiąc.
  Mira zastanawiał się chwilę nad czymś.
- Dlaczego zmieniasz ludzi po miesiącu? Nie lepiej byłoby mieć jednego człowieka na cały ten czas? – wydawało mu się to logiczne.
- Wiesz, niby tak, ale tak byłoby nudno, nie uważasz? – uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie, kpiący sposób i również wyjrzał przez okno – Przebywanie ciągle z jedną osobą w końcu się znudzi, dlatego trzeba sobie życie urozmaicać, w końcu będzie ono trwało w nieskończoność  - w jego głosie słychać było coś na kształt... smutku.
  Nareszcie wszystko stało się jasne. Pamiętał, jak mieszkańcy miasteczka wspólnie debatowali, co jest przyczyną comiesięcznych zgonów. Starszyzna wioski uważała, że to jakaś okrutna klątwa, którą pokarali nas niezadowoleni bogowie.  Pamiętał, że jak przybył do Hisane, do nowej rodziny zastępczej, odprawiono na jego powitanie całonocne modły w świątyni, mające na celu oczyszczenie go ze „zła”, by i jego nie spotkały skutki przekleństwa. Odbyły się one na prośbę jego matki zastępczej, która była osobą nadzwyczaj religijną. Była sceptyczna co do jego adopcji. Z początku nie chciała się zgodzić na syna, który nie był w pełni Japończykiem, ale w końcu ustąpiła. Od razu, gdy go zobaczyła, uważała, że na pewno ma w sobie wiele „sił nieczystych”. Kiedy siedział na środku świątyni w odświętnym kimono, ze związanymi z tyłu rękoma, patrzył się drwiąco na składających modły wiernych, którzy klękając poruszali jakimiś ziołami i mówili coś w tylko im znanym języku. Według kapłana nie wiadomo, co podczas rytuału mogło się stać, więc niezbędne były tego typu środki ostrożności.
  Nigdy nie wierzył ani w rzeczy paranormalne, ani w jakiegokolwiek boga – zawsze opierał się na logice. Na szczęście istniała również bardziej rozsądna część mieszkańców, która – podobnie jak on sam – uważała, że w wiosce zapanowała jakaś nieznana epidemia. Z drugiej strony podejrzana była regularna odległość między zgonami - co pasowało do tej pierwszej teorii. Koniec końców nie doszło w tej kwestii do wyjaśnienia sprawy, a obie strony pozostały przy swoich zdaniach, dalej na swój sposób próbując zapobiec comiesięcznym zagonom młodych mężczyzn. Nikt nie domyślał się, że to wszystko może być spowodowane przez niebieskowłosego wampira, który zabijał dla przyjemności, by zaspokoić swoje rządze. Zboczeniec. A może sadysta?
  Mężczyzna, który jak zawsze uśmiechał się pod nosem z sobie tylko znanego powodu, przeciągnął się i wrócił do pokoju. Po chwili z pomieszczenia zaczęły dobiegać głośne okrzyki bólu i jęki. Mira wzdrygnął się i skrzywił. Było mu żal chłopaka, lecz nie do tego stopnia, bu rzucić mu się na ratunek. Wiedział, że nie miałby szans z o wiele starszym i bardziej doświadczonym mężczyzną. Jednak dzięki temu zyskał idealną okazję na opuszczenie tego miejsca.
  Starając się być jak najciszej, skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Zignorował ostrzeżenie wampira i wyszedł na zewnątrz, kombinując, co robić dalej.
  Znajdował się w znajomym lesie. Kilka razy przyjeżdżał tutaj na rowerze, gdy szukał spokoju albo uciekł z lekcji i nie chciał, by ktokolwiek go zobaczył. Gąszcz był oddalony od Hisane o około 7 kilometrów – nie było to daleko, więc nie miał z tym żadnych problemów. Po za tym rzadko kiedy ktoś za nim tu przychodził, gdyż las cieszył się złą sławą wśród ludzi z wioski – podobno był przeklęty i nawiedzony przez złe duchy, czy coś takiego. Ci ludzie byli jacyś przewrażliwieni na punkcie klątw i rzeczy paranormalnych, lecz Mira tylko na tym korzystał, śmiejąc się z ich głupoty. Podobnie Neva. Dziwiło go tylko to, że będąc tutaj tak wiele razy nie zauważył tak dużego domu.
  Młodzieniec dobrze wiedział, że w każdej chwili może wrócić do wioski, ale był również świadomy tego, że nie wolno mu tego robić. Oficjalnie przecież umarł. Byłyby zapewne kłopoty, gdyby zobaczył go teraz ktoś z mieszkańców. Nie żeby go jakoś ciągnęło do dawnego życia, ale po prostu musiał wymyślić, co robić dalej. Z Nevą nie miał zamiaru zostawać, więc pozostało mu tylko znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby przesypiać dzień – nie uśmiechała mu się perspektywa zakończenia, dopiero co odzyskanego, żywota przez spalenie się na słońcu.
  Westchnąwszy, ruszył na południe. Wiedział, że gdzieś z 15 kilometrów stąd znajduje się Makari, całkiem spore miasto, o którym wspomniał Neva. Nigdy wcześniej w nim nie był, ale słyszał o nim od ludzi z klasy, którzy co jakiś czas planowali się do niego wybrać. Nie znał do niego drogi, lecz był pewny, że idąc cały czas prosto, w końcu trafi na tabliczkę z nazwą miasta albo przynajmniej wyjdzie na jakąś drogę. Mógłby w nim zamieszkać i rozpocząć swoje życie na nowo. Z dala od wszystkiego co zna, z dala od starego życia – zostawić wspomnienia za sobą. Z tym postanowieniem ruszył w drogę, chociaż wiedział, że ryzykuje. Miał nadzieję, że zdąży przed wschodem słońca.

  Szedł dosyć długo, co chwilę zwalniając. Wędrówka dawała mu się we znaki nie ze zmęczenia, a z powodu braku butów. Ten niebiesko włosy drań nie dał mu żadnych, przez co igły z drzew boleśnie wbijały mu się w nagie stopy. Nie wiedział jak długo szedł, ani o której wyruszył, więc z zaskoczeniem patrzył, jak niebo coraz bardziej się rozjaśnia. Wydawało mu się, że zostało mu więcej czasu przed wschodem.
  ,,Cholera – przeklął w duchu, przymykając powieki ze zmęczenia – Będę musiał znaleźć jakąś kryjówkę.”
  Wyczerpany przyspieszył, by jak najszybciej odnaleźć jakieś schronienie. Nie znał za dobrze tej części lasu, nigdy w niej nie był, więc nie wiedział czy takowe tu będzie. Las nie był zbyt gęsty, więc światło z pewnością łatwo przedostanie się przez korony drzew. Idąc dalej do przodu, coraz szybciej tracił energie. Przez to coraz częściej przystawał, by odpocząć, a oczy same mu się zamykały. Był zdziwiony, że tak szybko się zmęczył – widocznie jako wampir męczył się szybciej, by zasnąć zanim wzejdzie słońce. Chłopak był pewny, że za chwilę padnie na ziemię i po prostu uśnie, nie przejmując się konsekwencjami. Wiedział, że nie może tego zrobić, ale jego ciało stawało się coraz słabsze.
  W końcu był zbyt wycieńczony, by kontynuować wędrówkę. Zdesperowany rozejrzał się w poszukiwaniu jak najbardziej zasłoniętego miejsca. W końcu zauważył wielki krzak, pod którym było sporo przestrzeni i był pewny, że zdoła się tam zmieścić. Chwiejąc się lekko, podszedł do niego i położył się pod nim. Niemalże od razu zasnął, mając nadzieję, że to wystarczy mu na schronienie przed zbliżającymi się, ciepłymi promieniami wschodzącego słońca.

Na razie tyle! Do przeczytania w kolejnej notce! :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz