czwartek, 4 czerwca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 7

Przepraszam, że długo nie dodawałam, ale po prostu nie miałam czasu :C Zapraszam na kolejny rozdział!



- Zgadza się. To znaczy, że jest jednym z tzw. ,,Trójcy" świata wampirów - wyjaśnił z pochyloną głową - To oni są założycielami klanu Mikura, których powszechnie nazywa się Pradawnymi. To oni stworzyli nasz świat. Byli pierwszymi wampirami, Mira-sama.
- … Pierwsze słyszę - Mira mrugał szybko z niedowierzaniem.
- Dziwne… - teraz to Karemi się zdziwił - Neva-sama powinien Ci to powiedzieć. W końcu, gdy zmieni Cię bezpośrednio jeden z ,,Trójcy", sam stajesz się jednym z Pradawnych, czyli członkiem klanu. Jest to wielki przywilej, którego pozazdrościłby nie jeden prosty krwiopijca.  Pradawni mają większą władzę nad zwykłym wampirem niż ten, który go stworzył. Mogą użyć „hipnozy” nawet na tych, których nie stworzyli – tłumaczył dalej.
  Chłopak wpatrując się w Karemi’ego, zastanawiał się nad tym, co powiedział. Nagle dowiedział się, że istnieje jakaś szlachta wampirów i dzięki Nevie stał się jej częścią. Osobiście uważał taką hierarchię za bzdury - przecież na powszechny szacunek trzeba sobie zapracować. Jeszcze te wszystkie ,,moce". Nie wierzył, że o czymś takim rozmawiał, a nawet po części wierzył. Gdyby ktoś mu powiedział o czymś takim kilka miesięcy temu - z pewnością by go wyśmiał i zalecił wizytę u psychiatry. A teraz - słuchał uważnie, chłonąc jak najwięcej nowych informacji.
  I ta cała ,,szlachta". Nigdy nawet by mu przez myśl nie przemknęło, że arystokracja może wyglądać  jak Neva – zboczony, niebiesko włosy, wyglądający na około 25 lat mężczyzna, w pogniecionej, białej koszuli i jeansach.
  Jeśli wierzyć jego słowom, to on też jest teraz częścią Pradawnych. Nie spodziewał się, że w wieku siedemnastu lat stanie się jakąś ważną osobistością, którą tytułuje się per „-sama” i pada przed nim na kolana.
  Ale miało to swoje dobre strony. Bordowowłosy wspomniał, że członkowie rodu Mikura mają ogromną władzę nad zwyczajnym wampirem. Skoro tak było, to czemu by tego nie wykorzystać? Mógłby ugasić pragnienie jego krwią, a ten nie miałby prawa zaprotestować... Pragnienie nasiliło się na tą myśl.
  Miał świadomość, że byłoby to nieco egoistyczne z jego strony. Nie wiedział, czemu akurat w tej chwili odezwało się w nim sumienie, ale trudno. Zapyta się go. Jeśli by się nie zgodził, to mógłby go przecież zmusić. Nie wiedział dokładnie jak, ale jakoś sobie poradzi.
- Mógłbym wypić trochę Twojej krwi? – głupio się czuł pytając o coś takiego, ale palące gardło skutecznie niwelowało skrępowanie – Naprawdę dawno nie piłem, nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio.
  Na chwilę zapanowała niezręczna cisza. Czarnowłosy patrzył w bok, oczekując odpowiedzi.
- Um... W sumie mój pan będzie zły, ale co tam! - chłopak podniósł się i machnął lekceważąco dłonią - Trzeba pomagać w potrzebie, prawda? - uśmiechnął się przyjaźnie, a Mira odwzajemnił uśmiech, który w jego wykonaniu przypominał bardziej krzywy grymas.
  Chłopak odwrócił się do niego tyłem i znów odrzucił włosy do przodu, odsłaniając szyję. Spragniony Mira praktycznie od razu wbił w nią swoje kły, a Karemi jęknął cicho. Odetchnął z ulgą, kiedy poczuł w ustach znajomy smak życiodajnego płynu. Nie zważając na to, że wcale nie robi tego delikatnie, ssał coraz mocniej, gasząc pragnienie.
  Wysysał krew nieco dłużej niż zwykle – zawsze zajmowało mu to krócej, może z kilka minut. Był bardzo głodny, ale nie to było tego powodem. Smak krwi chłopaka go fascynował, był zupełnie inny niż jego stwórcy. Może nie lepszy, ale również mu się podobał.
  Jego krew miała w sobie coś innego, coś co nie pozwalało mu przerwać się pożywiać. Nie był w stanie się od niej oderwać.
  Kiedy w końcu odsunął się od szyi młodzieńca, ciągle miał ochotę na więcej. Polizał jeszcze drobną rankę, zlizując z niej resztki czerwonej substancji. Następnie wytarł sobie usta dłonią.
- Pewnie za bardzo przyzwyczaiłeś się do krwi Pradawnych – skrzywił się Karemi, pocierając sobie szyję – Jest o niebo lepsza od mojej, ale pewnie byłeś spragniony czegoś innego. To normalne – mówił pocieszająco, patrząc na twarz Miry, która wydawała się… zawstydzona.
- Wybacz – mruknął, unikając jego wzroku – Zazwyczaj piję krócej.
- To nic takiego. Mój pani zazwyczaj bardziej mnie męczy, ale na szczęście ja nie pozostaję mu dłużny – rzekł dumnie i zaśmiał się.
- Kto jest Twoim panem? – spytał chłopak, chcąc zmienić temat.
- To ktoś, kto nie uznaje czegoś takiego jak „szlachta” i wszystkich traktuje równo. Dobry z niego wampir – powiedział – Jutro Ci go przedstawię – obiecał, zmierzając do wyjścia.
- To nie będzie konieczne – ziewnął chłopak. Jeszcze mu brakowało, żeby jakiś facet czepiał się go o to, że ugasił pragnienie krwią jego...hm...sługi?
Czerwonowłosy już chciał otworzyć drzwi, lecz zatrzymał go Mira.
- Jeszcze jedno, Karemi – odpowiedział mu oczekujący wzrok chłopaka – Nie mów do mnie per „-sama”.
*
  Dzień później, po zmroku, Mira właśnie wracał do domu. Dzisiejszy dzień mógł uznać za nieudany. Najpierw krążył po całym mieście w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy, lecz nigdzie nie miał wystarczającego wykształcenia, ani doświadczenia. Mógł wcześniej poprosić Neve o fałszywe zaświadczenie ukończenia kursu zawodowego czy czegoś takiego. Niestety miał tylko podstawowe dokumenty i fałszywy dowód, które ostatecznie nie przydały mu się do niczego. Westchnął ciężko. Jak tak dalej pójdzie, to skąd weźmie pieniądze?
  Kiedy wszedł do swojej dzielnicy, rozejrzał się wokół. Tutaj w sumie nie szukał, a w tak obskurnej okolicy wątpliwe było, żeby ktoś patrzył się na wykształcenie.
  Skracając w kolejne uliczki, widział, jak budynki stają się coraz brudniejsze, a latarnie pojawiają się coraz rzadziej, przez co było coraz ciemniej.
  Nagle w jego oczy rzucił się świecący na czerwono napis ,,Cherry", wiszący nad wejściem z wyłamanymi drzwiami. Podszedł do niego. Prawdopodobnie było to coś w rodzaju pubu. W środku paliło się blade światło i słychać było głosy radosnych, pijanych ludzi.
  Już chciał wejść do środka, kiedy ktoś złapał go za rękę. Wzdrygnął się odrobinę i zerknął w bok. Obok niego, na czerwonych, wysokich szpilkach stała wytapetowana blondynka. Nonszalancko zaciągnęła się papierosem i chuchnęła mu prosto w twarz.
- Szukasz przygody, kochaniutki? - Mira skrzywił się czując słodkie mdłe perfumy i zapach nikotyny połączonej z alkoholem - Mam zniżkę dla młodych - nachyliła się nad nim, mrugając zachęcająco.
- Nie mam pieniędzy - odparł z obrzydzeniem, patrząc na jej twarz pokrytą zdecydowanie zbyt dużą ilością makijażu.
- Oj, nie mam tak drogo. Pierwszy raz mam zawsze taniej - odrzuciła do tyłu włosy, odsłaniając duże piersi.
- Naprawdę nie mam kasy. Szukam pracy - warknął, wygrywając się z jej uścisku.
  Kobieta odsunęła się. Już chłopak chciał ją minąć i wejść do lokalu, kiedy zatrzymała go.
- Poczekaj. Chcesz tu pracować? - wskazała na pub. Czarnowłosy pokiwał głową twierdząco - Jestem tutaj szefem.
  Chłopak zamrugał zaskoczony.
- Chodź, pogadamy nad umową - wyrzuciła do połowy spalonego papierosa.
  Blondynka ruszyła do środka, a chłopak poszedł za nią.
  W pubie, przy brudnych stolikach siedziało kilkunastu podpitych mężczyzn, którzy śpiewali wesoło jakąś znaną im wszystkim piosenkę. Na widok stukającej obcasami kobiety, zaczęli pogwizdywać i wołać ją. Ta jednak tylko się uśmiechała do nich i szła dalej. Jakiś blondyn za ladą kiwnął jej na przywitanie.
  Kiedy znaleźli się na zapleczu, kobieta zaczęła czegoś szukać w szafkach. Przewracała tam wszystko, przeklinając pod nosem. W końcu wyciągnęła odpowiedni dokument i postawiła go na stoliku.
- Jesteś pełnoletni, prawda? - spytała, a chłopak potwierdził - Tutaj masz umowę. Przeczytaj ją dokładnie - usiadła na krześle, kładąc nogę na nogę i wyciągnęła kolejną fajkę. Podsunęła w jego stronę otwartą paczkę, ale chłopak pokiwał przecząco głową.
  Podniósł kartkę i zaczął czytać. Kiedy skończył zerknął na kobietę.
- Jesteś na coś chory czy coś takiego?  - spytała go.
- Mam tylko fotodermatozę.
- Czyli? - spojrzała na niego.
- Alergię na słońce. Dlatego wolałbym pracować na nocne zmiany.
  Pokiwała głową, rozumiejąc. Zaciągnęła się i wypuściła dym z ust.
- W porządku. I tak szukałam kogoś na późniejsze godziny. Pensja Ci odpowiada?
- Raczej tak - Tak naprawdę ledwo co starczy na zaplaenie czynszu, ale na razie niczego więcej nie potrzebował.
- No to podpisuj i widzimy się jutro o 10 wieczorem - podała mu długopis.
  Podpisał się i podał jej dokument.
- Dziękuję, pani...? - zerknął na nią z niemym pytaniem.
- Mów mu Sarah, nie lubię swojego imienia - rzekła - I nie waż się mówić na mnie ,,pani". To mnie postarza.
  Chłopak pokiwał głową na znak, że rozumie.
- Bądź jutro o 10. Nie spóźnij się.
  Ostatecznie ten dzień nie był do końca beznadziejny. Udało mu się znaleźć pracę jako barman, bez żadnego problemu. Jego szefowa nawet nie pytała o żadne dowiadczenie, dostał ją praktycznie od razu. Cóż, wypłata ledwo starczała na zapłacenie podstawowych rachunków, lecz to nie miało znaczenia. W końcu jedzenia kupować nie musiał, a na resztę sobie jakoś nazbiera. Tyle mu na razie wystarczy.
  Kiedy tylko wrócił do mieszkania, od razu padł na kanapę. Zastanawiało, co robić dalej. Wcześniej zaplanował tylko wyjazd do Makari, znalezienie dobrze płatnej pracy i wynajęcie jakiegoś przyzwoitego mieszkania na peryferiach miasta. Gdy to już wszystko osiągnął, nie miał pojęcia, co robić dalej. Według Nevy miał przed sobą nieograniczoną ilość życia, które trzeba jakoś wykorzystać. Nie za bardzo uśmiechała mu się wizja, w której tylko pracuje, śpi i je. Takie życie byłoby po prostu puste. Mógłby chociaż sobie kogoś znaleźć, ale jakoś go do tego nie ciągnęło. Sytuacja bez wyjścia.
  Jego przemyślenia przerwało energiczne pukanie do drzwi. Nie miał pojęcia, kto to mógł być, ale nie miał też zamiaru się dowiadywać – chciał po prostu zostać sam.   Pukanie powtórzyło się, lecz zignorował to, mając nadzieję, że jego niedoszły gość zrezygnuje i zostawi go w spokoju. Cisza zdecydowanie mu odpowiadała.
  Niestety chwilę później pukanie zmieniło się w donośne łomotanie, którego zdecydowanie nie dało się zignorować. Zamknął oczy, czekając aż dźwięk magicznie ustanie, lecz nic takiego się nie stało – wręcz przeciwnie, tylko się nasilał. Pomyślał, że to pewnie jakiś pijany facet pomylił drzwi. W końcu w tej okolicy to nic nadzwyczajnego.  Poirytowany nieustającymi uderzeniami, podszedł do drzwi i otworzył je, by przegonić intruza.

środa, 29 kwietnia 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 6

  Zapraszam do kolejnego rozdziału!

- Umowa brzmi tak - powiedział niebieskowłosy, nonszalancko opierając się o ścianę. Patrzył się na ciemnowłosego chłopaka, który stał przed łóżkiem, z kpiącym uśmiechem - Jeżeli mnie przekonasz, by darować Ci życie, z przyjemnością to uczynię. Będziesz robił, co tylko zechcę przez ten miesiąc - mówił uroczystym tonem, wyraźnie powstrzymując się przed śmiechem - A ja nawet będę skłonny pomóc Ci finansowo. Jednakże - zaznaczył, ignorując niedowierzające spojrzenie ciemnozielonych oczu - na to będziesz musiał bardziej się postarać.
  Mira podejrzewał, o co może nu chodzić. Nie do końca mu się to podobało, ale to chyba jest niewielka cena za przeżycie. Mężczyzna zapewne nie miał w zwyczaju pozwalać komuś żyć, a co dopiero komuś pomagać.
- A więc jak? Umowa stoi? - zapytał, uważnie spoglądając na młodego wampira.
  Chłopak usiadł przed Nevą na pościeli. Uniósł wzrok i spojrzał w błękitne ślepia. Mężczyzna musiał mieć jakiś ukryty motyw. Charakterystyczny uśmiech nadal widniał na ustach.
- Stoi - westchnął ciężko, wiedząc, że i tak nie ma wyboru. Niech będzie, co ma być.
- Więc wiesz, co robić - przyciągnął jego twarz do swojego kroku i zaśmiał się, kiedy chłopak się wzdrygnął.

*

  Ten miesiąc zdawał się być najdłuższy w całym jego życiu. Te paręnaście dni dłużyły się, i dłużyły, aż w końcu minęły, a Mira odetchnął z ulgą - Neva nareszcie pozwolił mu wyjechać. Przemilczał fakt, że błękitnowłosy puścił go za późno, ale nie zaprotestował – gdyby za bardzo wyrażał swój przeciw, mężczyzna mógłby zmienić zdanie, a do tego nie miał zamiaru doprowadzić. Kiedy tylko miał wykonać jakiś ,,rozkaz", który do normalnych nie należał, zaciskał tylko zęby i jakoś wytrzymywał.
  Jednak w drugiej części umowy musiał przyznać, że Neva dotrzymał słowa. Dał mu namiary na zaprzyjaźnionego fałszerza dokumentów, który spisał się bardzo dobrze. Wampir nawet opłacił dokumenty, chociaż tanie nie były – a Mira słono za to odpłacił. Przynajmniej nie musiał się martwić o papiery. Chłopak nie miał pojęcia, że Neva jest w stanie tyle zapłacić za jego ciało. Starczyło nawet na opłacenie małego mieszkania w Makari, ale za nie musiał zrobić coś więcej. Praktycznie nie miał do niego żadnych wyrzutów.
  Mira nie miał zamiaru znów skończyć z oparzeniem słonecznym – teraz już nikt by mu nie pomógł – więc poprosił wampira o radę, jak najszybciej dostać się do miasta. Mężczyzna pokazał mu na mapie skrót, dzięki któremu jego wędrówka była o wiele krótsza niż poprzednio. Przeklinał własną głupotę za ostatnią podróż i na szczęście nie miał powtórki z rozrywki.
  Kiedy nareszcie dotarł do miasta,  zobaczył zupełnie inny świat. Mimo że miał siedemnaście lat, dawno nie widział tak dużego i dobrze rozwiniętego miasta. Każda rodzina, która go przygarnęła, mieszkała w oddalonych od siebie miejscach, ale zawsze były to małe, odseparowane od reszty kraju wioski. Ostatni raz miał okazję odwiedzić większe miasto jeszcze przed śmiercią rodziców.
  Zafascynowany chłopak wpatrywał się w kolorowe billboardy, które migocząc, witały turystów, mieniące się światła i jeżdżące co chwilę samochody. Zupełnie inny świat. Tu, jak ktoś jest chory to idzie się do lekarza, a nie odprawia się rytuały w świątyni.
  Mijał kolejne budynki, każdemu przyglądając się z osobna. Budowle były bardzo wysokie, a na ulicach nie brakowało ludzi, mimo że już dawno było ciemno.
  W końcu skręcił w odpowiednią uliczkę i znalazł się w zupełnie innej dzielnicy. Wyglądała ona jak piekło w porównaniu z tym, co zastał wchodząc do miejscowości. Były tu brudne bloki, walały się wszędzie  porozrzucane śmieci, a przy ścianach stały kobiety ubrane w obcisłe i krótkie sukienki. Nie mógł uwierzyć, że to nadal to samo miasto.
Kiedy dotarł pod blok, w którym miał wynajęte mieszkanie, na jego powitanie wyszedł mężczyzna w podeszłym wieku. Było już grubo po północy, więc trochę go to zdziwiło. Widocznie Neva musiał go uprzedzić, że będzie późno.
  Staruszek opierając się o drewnianą laskę, dał mu trzy klucze i zaprowadził pod drzwi jego mieszkania. Podał mu poplamiony regulamin bloku i wychodząc, obiecał, że wkrótce poda mu ostateczną datę, do kiedy ma zapłacić wszystkie rachunki.
  Chłopak westchnąwszy, wszedł do mieszkania. Mimo że Neva zapłacił za wynajem, za czynsz będzie musiał zapłacić sam. Nie była to wysoka kwota, czego nie można się dziwić, biorąc pod uwagę okolicę, w jakiej się znajduje. Niestety nie miał nawet pracy, by zapłacić tą sumę. Będzie musiał ją jak najszybciej znaleźć. Jutro jej poszuka.
  Mira powoli wszedł do salonu, zapalając po drodze światło. Blada poświata oświetliła pomieszczenie, ukazując szare ściany i kilka mebli stojących na bladozielonym dywanie. Zgodnie z obietnicą starca w oknach wisiały grube, ciemne kotary. Chłopak miał fałszywe zaświadczenie od lekarza, że cierpi na fotodermatozę, czyli na alergię na światło słoneczne. Dzięki temu nikt nie będzie się dziwił, że wychodzi tylko w nocy. Niezły pomysł.
  Był trochę zmęczony, więc usiadł na brązowej kanapie. Opierając się o oparcie, zamknął oczy. Miał zamiar trochę się zdrzemnąć, w końcu trochę dzisiaj przeszedł, lecz zniszczyło jego plany energiczne pukanie do drzwi.   Zdziwiony wstał i marszcząc czoło, zastanawiał się, kto może czegoś od niego chcieć o tak późnej porze. Pomyślał, że to pewnie starzec zapomniał mu o czymś wspomnieć, więc zrezygnowany otworzył drzwi.
  W wejściu stał młody chłopak, prawdopodobnie gdzieś w jego wieku, może trochę starszy. Był blady, prawie jak on sam, miał bordowe włosy, które sięgały mu do ramion i ciemne tęczówki. Na głowie miał czarny kaptur z czarnymi kocimi uszami, które zaskoczyły Mirę. To dziewczyna?
  Chłopak błyskając śnieżnobiałymi zębami, pierwszy się odezwał.
- Yo – przywitał się, machając ręką na powitanie – Jestem Gazuki Karemi, ale możesz na mnie mówić Kami. Miło Cię poznać. – Podał mu dłoń z pomalowanymi na czarno paznkociami.
- Yureimi Mira. Mi również miło Cię poznać – zignorował podaną mu dłoń, opierając się o framugę drzwi.  - Chciałeś czegoś? - spytał protensjonalnym tonem, chcąc spławić intruza.
- Mieszkam obok, więc pomyślałem, że pójdę się przywitać – wyjaśnił swoją wizytę niezrażony, uśmiechając się przyjaźnie.
  ,,O tej porze?” – zdziwił się w myślach.
  Karemi dalej stał w drzwiach, uśmiechając się przyjaźnie. Widocznie czekał, aż Mira go wpuści i nie miał zamiaru ustąpić.  Westchnął w duchu, mając nadzieję, że jego sąsiad szybko stąd pójdzie. Naprawdę liczył na szybki odpoczynek.
- Wejdź. – Zaprosił go do środka, patrząc się na uśmiechniętego młodzieńca podejrzliwie.
  Zadowolony chłopak wszedł do mieszkania i rozglądnął się wokół. Zobaczywszy grube zasłony, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego źrenice rozszerzyły się.
- Pewnie nie lubisz słońca – powiedział, wskazując na granatowe kotary – Jesteś uczulony?
- Mam fotodermatozę – odpowiedział, opierając się o ścianę i wpatrując się w chłopaka bez wyrazu. Kiedy on wreszcie stąd pójdzie?
- Hm… czyli nie możesz wychodzić za dnia? – Rozglądał się dalej, z uśmiechem na twarzy – Jak wampir.
  Mira zignorował to stwierdzenie, przewracając oczami.
- Co Cię do mnie sprowadza o tej porze? Normalni ludzie o tej porze śpią – podkreślił pierwsze słowo.
- A kto powiedział, że jestem normalny? – zaśmiał się, przerzucając włosy na drugie ramię, odsłaniając w ten sposób swoją jasną szyję. Odwrócił się do chłopaka tyłem, dalej rozglądając się po pokoju. Czego on w nim szukał?
  Mira zobaczywszy odsłoniętą zachęcająco szyję, przełknął głośno ślinę. Gardło zaczęło go mocno piec, domagając się ugaszenia pragnienia. Przejechał językiem po wydłużających się kłach.
  Nie pamiętał kiedy ostatnio się pożywiał, lecz z pewnością było to jakiś czas temu, przez co trudno było mu się kontrolować. Pragnienie boleśnie nie pozwalało o sobie zapomnieć, wzrastając coraz bardziej.
  Pomyślał, że Karemi może zostać jego pierwszą ofiarą. Jak zmieni go w wampira to ten będzie mu posłuszny, tak, jak on nie mógł się sprzeciwić Nevie. Dzięki temu przez jakiś czas będzie miał zapewniony zapas krwi i nie będzie musiał szukać ofiary. Szczęście wreszcie się do niego uśmiechnęło, chyba po raz pierwszy w jego życiu.
  Chłopak powoli zbliżył się do Karemi’ego. Nie miał pojęcia, jak to będzie wyglądać, ale nie przestawał. Chwycił go mocno za szczupłe ramiona i przyciągnął do siebie. Spodziewał się oporu, krzyku, czy podobnej reakcji, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zdziwiony chwycił go za ręce, uniemożliwiając mu ucieczkę, lecz coś mu nie pasowało.    Zauważył, że ręce młodzieńca nie są ciepłe, tak, jak się tego spodziewał – miały taką samą temperaturę jak jego własne. Zdezorientowany spojrzał na chłopaka, który nie wykazywał ani grama zaskoczenia – tylko patrzył na niego, nadal uśmiechając się delikatnie.
- Wybacz, ale mam już pana – powiedział spokojnie, niezrażony tym, że przed chwilą chłopak chciał go zabić.
  Mira puścił czerwonowłosego i zaklął w duchu. Nici z jego szczęścia. Dziś nie znalazł posiłku.
- Przepraszam – mruknął cicho, unikając jego spojrzenia.
- Nie szkodzi – machnął ręką lekceważąco – Musisz być młody, skoro nie zauważyłeś, że ja również jestem wampirem – pocieszył, klepiąc go po ramieniu – A tak w ogóle, to kto Cię stworzył? – spytał z zaciekawieniem, przekrzywiając zabawnie głowę.
- Taki jeden, mieszka niedaleko stąd – wzruszył ramionami, niezainteresowany zbytnio rozmową. W tej chwili chciało mu się pić, a nie prowadzić głupią konwersację – Mikura Neva.
- Mikura Neva? TEN Mikura? Drugi? – Otworzył szeroko oczy zaskoczony, lecz szybko się zreflektował – Proszę o wybaczenie. – Ukląkł przed nim, pochylając nisko głowę – Nie miałem pojęcia.
-  Haa? – Mira patrzył ze zdziwieniem na klęczącego przed nim chłopaka – Drugi?

piątek, 17 kwietnia 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 5

  Zapraszam na kolejny rozdział!

  Mira skrzywił się lekko z bólu, który minął w momencie, gdy mężczyzna zaczął ssać jego krew. Nie spodziewał się, że dyskomfort tak szybko zniknie. Wcześniej uważał to za niewyobrażalne cierpienie, ale teraz odczuwał tylko delikatnie liźnięcia językiem, które co chwilę drażniły jego szyję. Z pewnością nie było to nieprzyjemnym uczuciem.
  Nagle Neva gwałtowanie powalił chłopaka na materac, w dalszym ciągu nie przerywając picia słodkiego płynu. Zaskoczony poczuł, jak ręka mężczyzny wsuwa się pod jego koszulkę i głaszcze jego płaski brzuch, stopniowo przesuwając się w górę i w dół. Drgnął lekko, gdy zimne palce dotarły na jego klatkę piersiową. Poczuł jak dołącza do nich druga dłoń i obie naraz zaczęły szczypać jego sutki, które pod wpływem dotyku twardniały.  
Towarzyszyły temu ciche pojękiwania chłopaka. Doskonale wiedział, że na tym tylko się nie skończy, a protestowanie nic mu teraz nie da. Zrezygnowany zamknął tylko oczy, mając nadzieję, że to szybko się zakończy.
  Mężczyzna zauważywszy reakcję Miry na tą drobną pieszczotę, oderwał od niego jedną rękę. Powoli wsadził ją mu w spodnie i zaczął pocierać delikatnie charakterystyczną wypukłość, pobudzając partnera jeszcze bardziej. Chłopak nie mając wyboru, skupił się na wprawnych ruchach Nevy, pojękując cicho. Po chwili ręka znalazła się pod jego bielizną, na co chłopak zaskoczony chłopak drgnął, jednak dalej nie oponował. To i tak, by nic nie dało.
  Dłoń przesuwała się po nagim członku coraz szybciej, czemu towarzyszyły coraz głośniejsze odgłosy. Mira przykrył twarz ręką, czując napływające gorąco. W pewnej chwili poczuł, że wampir odrywa się od jego szyi, a dłoń z jego dołu zniknęła. Zdziwiony uchylił powieki i zobaczył, jak Neva rozpina swoje spodnie, a następnie jego własne.
  Pozbawił ich obu ubrań i znów chwycił jego nabrzmiały członek, a następnie swój. Pochylił się nad chłopakiem i złapał je oba w dłoń. Zaczął nią poruszać tak, aby pocierały się o siebie, na nowo pobudzając kochanka. Przymknął oczy, rozkoszując się tym uczuciem. Słyszał, jak chłopak zatyka sobie usta nadgarstkiem, próbując zagłuszyć coraz głośniejsze jęki. Uśmiechnął się lekko.
  Kiedy poczuł, że penis Miry staje się coraz bardziej mokry, zabrał od niego rękę. Chciał rozsunąć chłopakowi kolana, ale on sam to zrobił, ułatwiając Nevie dostęp. Zdziwiony mężczyzna spojrzał na Mirę, który zawstydzony patrzył się w bok. Zaśmiał się w duchu i powoli wsunął palec w jego tył. Towarzyszył temu lekki dyskomfort, lecz kiedy zaczął powoli nim poruszać, tepy ból zmienił się w przyjemność. Wsłuchiwał się w podniecające dźwięki wydawane przez partnera, sam nabierając ochoty jeszcze bardziej. Po chwili dołączył do niego drugi palec i przyspieszył tempo. Patrzył na twarz młodego wampira, która wykrzywiała się z odczuwanej rozkoszy, a w międzyczasie jego tył coraz bardziej się rozluźniał. Kiedy mężczyzna stwierdził, że to wystarczy, rozszerzył jeszcze bardziej jego nogi i chwycił je w kolanach.
  Neva wszedł w chłopaka swoim nabrzmiałym członkiem, a Mira jęknął cicho. Poczuł równocześnie ból, jak i nieopisaną przyjemność, tak jak to było poprzednim razem, choć z większą przewagą rozkoszy. Czuł jakby rozpadał się na drobne kawałeczki, a jednocześnie trafił do raju. To dziwne uczucie pogłębiało się, gdy mężczyzna zaczął szybciej się w nim poruszać, zadając co chwilę kolejne pchnięcia, z czasem coraz mocniejsze, drażniąc jego prostatę. Chłopak myślał, że eksploduje, a Neva jeszcze zaczął pocierać jego penisa, jednocześnie pchając z tyłu. Mira przyjmował kolejne pchnięcia, skupiając się tylko na przyjemnym uczuciu, które powodowały.
W pewnej chwili mężczyzna przyspieszył. Zaczął posuwać członkiem szybciej i mocniej, czując zbliżający się koniec. Znów przyssał się do szyi chłopaka, sprawiając mu kolejną pieszczotę.
  Mira nie panują już nad sobą, jęczał głośno, aż w końcu osiągnął szczyt. Wytrysnął sobie na brzuch i opadł bez sił, wykończony. Zaraz po nim Neva doszedł w jego wnętrzu. Powoli wyciągnął z niego swojego penisa i usatysfakcjonowany położył się na jego piersi.
  Obolały chłopak nie miał siły, by zaprotestować, więc spojrzał tylko pusto w szary sufit. Leżał tak chwilę, aż usłyszał, jak wyczerpany Neva zapada w głęboki sen. Już wcześniej pewnie był bardzo zmęczony, a teraz jeszcze wykończył się tym. Oczywiście nie mógł się powstrzymać. Zboczeniec.
  Mira westchnąwszy, dotknął jego błękitnych włosów. Od początku ciekawiło go, jakie były w dotyku. Chłopak był pewny, że farbowane włosy są twarde i suche. Cóż, jego takie nie były – były zadziwiająco miękkie i gęste. Wiedział, że to nie mogą być jego naturalne włosy, w końcu nikt nie rodzi się z niebieskimi włosami. Zastanawiał się, jakiego koloru włosy mężczyzna miał wcześniej, aż zobaczył przez małe okienko z łazienki, wpadające przez nie pomarańczowe promienie. A więc nadszedł kolejny wschód słońca.

***

  Kiedy uchylił powieki, Neva już nie spał. Siedział koło niego na łóżku i trzymając dłonie pod brodą, zastanawiał się nad czymś gorączkowo. Jego wzrok skupiony był na drzwiach, patrzył się na nie spode łba. Chłopaka zdziwił ten widok, bo wampir zawsze wydawał się być w dobrym humorze – jego przerażający uśmiech nigdy nie znikał z jego twarzy. Teraz mężczyzna wydawał się być czymś zdenerwowany. Zastanawiając się nad tym, co mogło go wyprowadzić z równowagi, wpatrywał się w jego nagi tors. Neva był dosyć szczupły z dobrze wyrobionymi mięśniami brzucha. Miał tak zwany „kaloryfer”, do którego zawsze dążyli faceci, a kobiety wzdychały. Był całkowitym przeciwieństwem Miry, którego mięśnie były słabo wyrobione, ale to było spowodowane częstymi nieobecnościami na zajęciach wychowania fizycznego. Nigdy nie lubił sportów i wątpił, że kiedykolwiek go polubi.
  Chłopak był również bardzo chudy – nawet żebra mu lekko wystawały.
Nagle zauważył, że mężczyzna się na niego patrzy ze swoim charakterystycznym uśmiechem, a po jego zdenerwowaniu nie zostało żadnego śladu. Mira westchnąwszy, przymknął oczy.
- Zawsze musisz się tak podejrzanie uśmiechać? – spytał. Podniósł się z materaca i ziewając, potarł zaspane oczy.
  Neva zignorował pytanie i wstając z łóżka, przeciągnął się. Następnie podniósł z ziemi swoją białą koszulę, która niewiadomo kiedy się tam znalazła i założył ją na siebie. Chłopak wziął z niego przykład i ubrał się w ciuchy, które dostał od niebieskowłosego, a teraz w nieładzie leżały obok niego na ziemi.
- Dziękuję, że mnie wtedy uratowałeś – powiedział nagle Mira, unikając wzroku mężczyzny. Ubierał się, jakbu nigdy nic.
- Och, wreszcie trochę kultury - mruknął sarkastycznie Neva.
- Ale jak to zrobiłeś? Przecież ty też nie możesz wychodzić na słońce – zdziwił się i spojrzał na wybawcę podejrzliwie.
- Znalazł Cię mój znajomy i zawiózł do mnie. Jemu podziękuj – błysnął zębami – Ja to zrobiłem tylko dla własnej korzyści.
- Ale po miesiącu i tak mnie zabijesz – stwierdził.
- Bo mi się znudzisz – wzruszył ramionami.
  Chłopak przez chwilę zastanawiał się nad jego słowami. Nigdy nie miał jeszcze okazji się kimś „znudzić”, więc za bardzo nie wiedział o co mu chodzi. Od siódmego roku życia zmieniał rodziny jak rękawiczki. Dotąd żadna rodzina zastępcza nie opiekowała się nim dłużej niż trzy miesiące (tyle wynosił okres próbny), a dla niego nie był to wystarczający czas, by „znudziło” mu się mieszkanie z nimi. Nigdy też nie przebywał długo z ludźmi, stronił od ich obecności. Robił to wyłącznie z własnego wyboru – dawał wszystkim do zrozumienia, żeby się z nim nie zadawali. Jednak zawsze próbowali, co nigdy nie przynosiło efektu. Mira zdecydowanie wolał być sam. Przez to był uważany za świra albo ćpuna – podkrążone nieustannie oczy i przygaszony wzrok robiły swoje – nie ważne w jakiej szkole się znalazł, ale nie przejmował się tym zbytnio. Wiedział, że i tak prędzej czy później opuści tą szkołę i głupie wyśmiewanie w końcu się skończy. Po osiągnięciu pełnoletniości planował zamieszkać w jakimś dużym mieście i zacząć swoje życie na nowo. Niestety musiał na to trochę jeszcze poczekać.
- Kiedy już Ci się znudzę… - zaczął powoli, ważąc słowa – mógłbyś puścić mnie wolno?
- Hm… - zastanawiał się chwilę Neva, patrząc się na chłopaka – Jeśli mnie do tego czasu wystarczająco zadowolisz – wyszczerzył się, a chłopak westchnął  – Nawet jeśli Cię puszczę, to co zrobisz dalej?
  Mira wzruszył ramionami, sam dokładnie nie wiedząc, co ma zamiar zrobić.
- Zamieszkam w jakimś mieście, tam, gdzie nikt mnie nie zna i będę tam pracował na nocne zmiany. Nie powinno być z tym problemu – rzekł.
- A co z krwią? – spytał – Nie boisz się polować na ludzi? – z zainteresowaniem spojrzał na młodego wampira.
- Nigdy jakoś specjalnie nie przywiązywałem się do ludzkiego życia – wzruszył ramionami obojętnie – Pewnie będę robił podobnie, jak ty.
- Hm… - patrzył się chwilę na chłopaka, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób – Dziwny jesteś – skwitował i opuścił pokój.
- Powiedział – odmruknął pod nosem, kiedy został sam.

Zapraszam do komentowania!

środa, 8 kwietnia 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 4

  Zapraszam na kolejną notkę. Mam nadzieję, że się spodoba :3

  Do domu wszedł młody Chińczyk w czarnym garniturze, z długimi czarnymi włosami i ciemnobrązowymi oczami. Z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, niósł w ramionach coś na kształt człowieka. Istota wyglądała okropnie. Niegdyś spokojne oblicze teraz wykrzywiało się w okropnym grymasie. Po brodzie ściekała ślina, a kły wydłużyły się nienaturalnie, raniąc usta.
  Stworzenie desperacko próbowało się wyrywać, lecz silne ramiona z łatwością to uniemożliwiały. Na nodze widniała rozległa rana, przypominająca trochę poważne poparzenie, z której nieustannie sączyła się bordowa posoka. Skóra na niej była cała zwęglona i syczała cicho. Za każdym razem, kiedy krzyczało z bólu, niczym zraniony drapieżnik, dostawało mocno w brzuch, co uspokajało je na moment. Mężczyzna wolnym krokiem poszedł do kuchni i położył to coś na stole, a raczej rzucił, po czym obrócił się w stronę właściciela mieszkania. 
  Niebieskowłosy wstał z krzesła i uśmiechając się kpiąco, spojrzał na wijącego się z bólu chłopaka. Oczy ofiary wskazywały na to, że nie jest on do końca świadomy, co się wokół niego dzieje.
- Dlaczego kazałeś mi go uratować, Neva-sama*? – Spytał długowłosy Chińczyk, kłaniając się nisko. – Przecież i tak się go pozbędziesz. Nie lepiej byłoby go tam zostawić? Nie pobrudziłbyś sobie rąk tym czymś Splunął zdegustowany.
- Stwierdziłem, że tak będzie ciekawiej – błysnął kłami i podniósł nadgarstek do ust. Rozciął sobie na nim skórę, po czym podszedł do jęczącego chłopaka. Krew ściekała powoli, więc zniecierpliwiony rozszerzył rozcięcie paznkociami i polał ją w końcu na świeżą ranę po poparzeniu słonecznym na stopie. Bordowa ciecz, zalewając miejsce oparzenia, przynosiła młodzieńcowi ogromną ulgę. Uwolniony z katorgii Mira, przestał krzyczeć i przymknął powieki, kuląc się.
  Neva przyłożył mu do ust drugą rękę. Spragniony chłopak od razu, wyczuwszy źródło posiłku, chwycił mocno nadgarstek i łapczywie wbił w niego kły. W miarę, kiedy wysysał coraz więcej czerwonego płynu, jego organizm szybciej się odnawiał. Ugaszenie pragnienia z pewnością pomoże mu się do końca zregenerować.
  Wampir z zaciekawieniem spojrzał na mężczyznę, który z obrzydzeniem wykrzywiał twarz. Chińczyk próbował nie patrzyć się na to, co się przed nim działo.
- Obrzydza Cię to, Feng Li? – uśmiechnął się drwiąco Neva, przekrzywiając głowę.
- Oczywiście, że nie, Neva-sama. Nie w Twoim wykonaniu. – Zapewnił i skłonił się lekko w odpowiedzi – Ale już lepiej pójdę, mam dużo pracy – to powiedziawszy, ukłonił się i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Z całych sił próbował zatrzymać odruch wymiotny. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, by nie widzieć, jak to stworzenie delektuje się krwią. Świeże powietrze z pewnością mu w tym pomoże.
  Mężczyzna, nie przestając kpiąco się uśmiechać, zerknął na Mirę. Czarnowłosy był bez reszty pogrążony w wysysaniu resztek krwi, mlaskając z zadowoleniem. Nevie zakręciło się lekko w głowie, obawiając się, że chłopak wyssie całą krew, ale wytrzymał. Na szczęście młody krwiopijca nie był na tyle spragniony i w końcu wyczerpany odczepił się od jego ręki. Znów położył się na stole i niemalże natychmiast usnął.
- Cholera, wypiłeś prawie wszystko – mruknął mężczyzna, zlizując pozostałości bordowego płynu sobie z nadgarstka – Mam nadzieję, że w zamian dostarczysz mi odrobinę rozrywki... i odpowiednią rekompensatę.
  Kiedy to powiedział, owinął bandażem gojącą się powoli ranę. Miał świadomość, że blizna i tak pozostanie, nie da się pozbyć wszystkiego, ale przynajmniej chłopak przeżył. Na następny raz dwa razy pomyśli, zanim zrobi coś na tyle głupiego. Wiedział również, że Mira przyda mu się i jego wkroczenie do świata wampirów będzie miało konsekwencje. Nie tylko dla niego, również ktoś będzie tego bardzo żałować.
  Zarzucił sobie śpiącego chłopaka na ramię, myśląc, że nie może już się doczekać zbliżających się wydarzeń. Towarzyszył mu przy tym zadowolony uśmiech.

*

  Mira powoli uchylił powieki. Zaskoczony zauważył, że znowu jest w małym, zaciemnionym pokoju w domu Nevy. Zmarszczył brwi, nie wiedząc, dlaczego ponownie tu trafił. Próbował podnieść się z łóżka, lecz uniemożliwił mu to palący ból, płynący z zabandażowanej stopy. Zdziwiony spojrzał na opatrunek.    Przeszukując w myślach wspomnienia, gorączkowo zastanawiał się, co się wydarzylo.   Pamiętał, jak obudził go ostry ból, który był nie do zniesienia. Wspomnienia były niejasne, bo przysłaniało je ogromne cierpienie. Później widział, że jedzie, zapewne w jakimś samochodzie, a potem nagle znów znalazł się w domu niebieskiego wampira. Z dalszych wydarzeń wiedział tylko tyle, że nagle jego cierpienie ustąpiło i poczuł ogromną ulgę – potem widocznie znów stracił przytomność, bo na tym jego wspomnienia się urywają.
Mimo że nie pamiętał tego dokładnie, wiedział, że to właśnie Neva mu pomógł. Dlatego właśnie znów tu trafił. Był mu za to wdzięczny, jednak nie podobała mu się perspektywa, w której ma u mężczyzny dług wdzięczności. Był pewny, że wampir nie zrobił tego za darmo. Znał go krótko, ale tego typu ludzie nie robią nic dla drugiej osoby, chyba, że mają w tym ukryty cel.
  Chłopak nawet nie zauważył, kiedy w pokoju znalazł się niebieskowłosy. Wyglądał okropnie, jakby uszło z niego życie. Był niesamowicie blady, nawet jak na nieżyjącego człowieka, a pod przygaśniętymi oczami miał ciemnofioletowe sińce. Opierając się o framugę drzwi, chwiał się lekko i prawie by się przewrócił, gdyby nie chwycił się w porę ręką o srebrną klamkę. Popatrzył się na chłopaka z wyrzutem.
- Wypiłeś wczoraj ze mnie prawie całą krew. Jeszcze z pół litra, a pewnie bym zahibernował – powiedział, przymykając ciężkie ze zmęczenia powieki. Podszedł do łóżka wolno i położył się długowłosemu na kolanach.
- To dlaczego mnie uratowałeś? – Spytał Mira, piorunując go wzrokiem, ale nie zrzucił go z nóg  – Przecież masz jeszcze tamtego blondyna. Sam powiedziałeś, że mnie nie potrzebujesz.
- Już nie mam. Pozbyłem się go wczoraj – ziewnął, przewracając się na bok.
- Czemu? – zdziwił się szczerze.
- Stwierdziłem, że z Tobą będzie ciekawiej. – Wzruszył ramionami – Mógłbyś chociaż podziękować za uratowanie życia, a nie narzekać.
  Mira westchnąwszy, podniósł dłoń i zachęcił mężczyznę, by ten usiadł koło niego. Neva uśmiechając się, podniósł się na łóżku i spojrzał wyczekująco na młodzieńca.
  Chłopak klęknął przed nim i chwycił jego głowę. Przyciągnął ją sobie do szyi i szepnął:
- Mam nadzieję, że przez to będziemy kwita.
  Neva uśmiechnął się drwiąco i odpowiedział:
- Chciałbyś – to powiedziawszy, spragniony wbił kły głęboko w jego szyję, trafiając idealnie w główną aortę.

*-sama - przyrostek, który używa się w stosunku do ludzi, którym należy się wielki szacunek. Jest to zwrot bardzo grzecznościowy.



  Rozdział trochę krótszy, ale mam nadzieję, że mimo to się spodoba. Zapraszam do komentowania!

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wesołych Świąt!











Jak pewnie wiecie, dzisiaj są święta Wielkanocne. A więc chciałabym życzyć wszystkim wesołego jajka i mokrego dyngusa! Wszystkiego, co najlepsze!

wtorek, 31 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 3

  Dzisiaj rozdział 3! Miłej lektury i jak zwykle zapraszam do komentowania!

Kiedy tak szedł korytarzem w stronę schodów, nagle kogoś zauważył. Nie wiedział, że jest tu ktoś jeszcze. Zaciekawiony podszedł bliżej, by przyjrzeć się nieznajomemu. Zobaczył młodego chłopaka, miał mniej więcej tyle lat, co Mira, może trochę więcej. Był blady, choć nie tak jak on, miał krótkie do brody blond włosy i duże, jasnozielone ślepia, które wyglądały jak szklane spodki. Skądś go kojarzył, chyba widział go wcześniej w wiosce, prawdopodobnie nawet w jego szkole. Blondyn przechodząc obok chłopaka, nawet nie zwrócił na niego uwagi, tylko minął go i wszedł do pokoju, w którym dalej przebywał Neva. Drzwi trzasnęły za nim.
  Mira, nie wiedząc co o tym myśleć, tylko wzruszył ramionami i skierował się w stronę, z której przyszedł młodzieniec. Szedł dalej korytarzem, mijając kolejne obrazy i gobeliny. Dom okazał się być zaskakująco mały, ale bogato zdobiony. Ozdoby wiszące na ścianie oraz kryształowe żyrandole z pewnością do tanich nie należały.  Nagle jego uwagę przykuło srebrne światło, wpadające do pomieszczenia przez średniej wielkości, odsłonięte okno, znajdujące się u końca schodów.  Zszedł do niego i ciekawy zajrzał na zewnątrz. Chciał wiedzieć, czy rozpozna to miejsce.
  Ku jego zdziwieniu zobaczył mała wioskę, w środku której górowała spora świątynia. Było już dawno ciemno, lecz mimo to był pewny, że jest to wioska Hisane - jego ostatnie miejsce zamieszkania. A więc cały czas znajdywał się blisko miasteczka.
  Chłopak przez chwilę patrzył przez okno, zastanawiając się nad czymś. Nagle ktoś pstryknął mu palcami przed twarzą, przerywając jego przemyślenia.
- Myślałem, że uciekniesz – powiedział niebiesko włosy wampir, ze szczerym zdziwieniem w głosie - Jednak nie radziłbym Ci tego. Do wioski z tego, co wiem, nie masz po co wracać, a najbliższe miasto znajduje się paręnaście kilometrów stąd.
- Po prostu się zamyśliłem – odrzekł, opierając się o parapet – Myślałem, że nie mieszkasz tak blisko wioski.
- I tak prawie nikt tu nie przychodzi – w odpowiedzi wzruszył ramionami – Najciemniej pod latarnią.
- Co to był za chłopak? – spytał Mira, patrząc na mężczyznę przenikliwie.
- Moja poprzednia ofiara. Miał być na ten miesiąc.
  Mira zastanawiał się chwilę nad czymś.
- Dlaczego zmieniasz ludzi po miesiącu? Nie lepiej byłoby mieć jednego człowieka na cały ten czas? – wydawało mu się to logiczne.
- Wiesz, niby tak, ale tak byłoby nudno, nie uważasz? – uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie, kpiący sposób i również wyjrzał przez okno – Przebywanie ciągle z jedną osobą w końcu się znudzi, dlatego trzeba sobie życie urozmaicać, w końcu będzie ono trwało w nieskończoność  - w jego głosie słychać było coś na kształt... smutku.
  Nareszcie wszystko stało się jasne. Pamiętał, jak mieszkańcy miasteczka wspólnie debatowali, co jest przyczyną comiesięcznych zgonów. Starszyzna wioski uważała, że to jakaś okrutna klątwa, którą pokarali nas niezadowoleni bogowie.  Pamiętał, że jak przybył do Hisane, do nowej rodziny zastępczej, odprawiono na jego powitanie całonocne modły w świątyni, mające na celu oczyszczenie go ze „zła”, by i jego nie spotkały skutki przekleństwa. Odbyły się one na prośbę jego matki zastępczej, która była osobą nadzwyczaj religijną. Była sceptyczna co do jego adopcji. Z początku nie chciała się zgodzić na syna, który nie był w pełni Japończykiem, ale w końcu ustąpiła. Od razu, gdy go zobaczyła, uważała, że na pewno ma w sobie wiele „sił nieczystych”. Kiedy siedział na środku świątyni w odświętnym kimono, ze związanymi z tyłu rękoma, patrzył się drwiąco na składających modły wiernych, którzy klękając poruszali jakimiś ziołami i mówili coś w tylko im znanym języku. Według kapłana nie wiadomo, co podczas rytuału mogło się stać, więc niezbędne były tego typu środki ostrożności.
  Nigdy nie wierzył ani w rzeczy paranormalne, ani w jakiegokolwiek boga – zawsze opierał się na logice. Na szczęście istniała również bardziej rozsądna część mieszkańców, która – podobnie jak on sam – uważała, że w wiosce zapanowała jakaś nieznana epidemia. Z drugiej strony podejrzana była regularna odległość między zgonami - co pasowało do tej pierwszej teorii. Koniec końców nie doszło w tej kwestii do wyjaśnienia sprawy, a obie strony pozostały przy swoich zdaniach, dalej na swój sposób próbując zapobiec comiesięcznym zagonom młodych mężczyzn. Nikt nie domyślał się, że to wszystko może być spowodowane przez niebieskowłosego wampira, który zabijał dla przyjemności, by zaspokoić swoje rządze. Zboczeniec. A może sadysta?
  Mężczyzna, który jak zawsze uśmiechał się pod nosem z sobie tylko znanego powodu, przeciągnął się i wrócił do pokoju. Po chwili z pomieszczenia zaczęły dobiegać głośne okrzyki bólu i jęki. Mira wzdrygnął się i skrzywił. Było mu żal chłopaka, lecz nie do tego stopnia, bu rzucić mu się na ratunek. Wiedział, że nie miałby szans z o wiele starszym i bardziej doświadczonym mężczyzną. Jednak dzięki temu zyskał idealną okazję na opuszczenie tego miejsca.
  Starając się być jak najciszej, skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Zignorował ostrzeżenie wampira i wyszedł na zewnątrz, kombinując, co robić dalej.
  Znajdował się w znajomym lesie. Kilka razy przyjeżdżał tutaj na rowerze, gdy szukał spokoju albo uciekł z lekcji i nie chciał, by ktokolwiek go zobaczył. Gąszcz był oddalony od Hisane o około 7 kilometrów – nie było to daleko, więc nie miał z tym żadnych problemów. Po za tym rzadko kiedy ktoś za nim tu przychodził, gdyż las cieszył się złą sławą wśród ludzi z wioski – podobno był przeklęty i nawiedzony przez złe duchy, czy coś takiego. Ci ludzie byli jacyś przewrażliwieni na punkcie klątw i rzeczy paranormalnych, lecz Mira tylko na tym korzystał, śmiejąc się z ich głupoty. Podobnie Neva. Dziwiło go tylko to, że będąc tutaj tak wiele razy nie zauważył tak dużego domu.
  Młodzieniec dobrze wiedział, że w każdej chwili może wrócić do wioski, ale był również świadomy tego, że nie wolno mu tego robić. Oficjalnie przecież umarł. Byłyby zapewne kłopoty, gdyby zobaczył go teraz ktoś z mieszkańców. Nie żeby go jakoś ciągnęło do dawnego życia, ale po prostu musiał wymyślić, co robić dalej. Z Nevą nie miał zamiaru zostawać, więc pozostało mu tylko znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby przesypiać dzień – nie uśmiechała mu się perspektywa zakończenia, dopiero co odzyskanego, żywota przez spalenie się na słońcu.
  Westchnąwszy, ruszył na południe. Wiedział, że gdzieś z 15 kilometrów stąd znajduje się Makari, całkiem spore miasto, o którym wspomniał Neva. Nigdy wcześniej w nim nie był, ale słyszał o nim od ludzi z klasy, którzy co jakiś czas planowali się do niego wybrać. Nie znał do niego drogi, lecz był pewny, że idąc cały czas prosto, w końcu trafi na tabliczkę z nazwą miasta albo przynajmniej wyjdzie na jakąś drogę. Mógłby w nim zamieszkać i rozpocząć swoje życie na nowo. Z dala od wszystkiego co zna, z dala od starego życia – zostawić wspomnienia za sobą. Z tym postanowieniem ruszył w drogę, chociaż wiedział, że ryzykuje. Miał nadzieję, że zdąży przed wschodem słońca.

  Szedł dosyć długo, co chwilę zwalniając. Wędrówka dawała mu się we znaki nie ze zmęczenia, a z powodu braku butów. Ten niebiesko włosy drań nie dał mu żadnych, przez co igły z drzew boleśnie wbijały mu się w nagie stopy. Nie wiedział jak długo szedł, ani o której wyruszył, więc z zaskoczeniem patrzył, jak niebo coraz bardziej się rozjaśnia. Wydawało mu się, że zostało mu więcej czasu przed wschodem.
  ,,Cholera – przeklął w duchu, przymykając powieki ze zmęczenia – Będę musiał znaleźć jakąś kryjówkę.”
  Wyczerpany przyspieszył, by jak najszybciej odnaleźć jakieś schronienie. Nie znał za dobrze tej części lasu, nigdy w niej nie był, więc nie wiedział czy takowe tu będzie. Las nie był zbyt gęsty, więc światło z pewnością łatwo przedostanie się przez korony drzew. Idąc dalej do przodu, coraz szybciej tracił energie. Przez to coraz częściej przystawał, by odpocząć, a oczy same mu się zamykały. Był zdziwiony, że tak szybko się zmęczył – widocznie jako wampir męczył się szybciej, by zasnąć zanim wzejdzie słońce. Chłopak był pewny, że za chwilę padnie na ziemię i po prostu uśnie, nie przejmując się konsekwencjami. Wiedział, że nie może tego zrobić, ale jego ciało stawało się coraz słabsze.
  W końcu był zbyt wycieńczony, by kontynuować wędrówkę. Zdesperowany rozejrzał się w poszukiwaniu jak najbardziej zasłoniętego miejsca. W końcu zauważył wielki krzak, pod którym było sporo przestrzeni i był pewny, że zdoła się tam zmieścić. Chwiejąc się lekko, podszedł do niego i położył się pod nim. Niemalże od razu zasnął, mając nadzieję, że to wystarczy mu na schronienie przed zbliżającymi się, ciepłymi promieniami wschodzącego słońca.

Na razie tyle! Do przeczytania w kolejnej notce! :3

wtorek, 24 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 2

Wreszcie zaczyna się coś dziać! Miłego czytania i zapraszam do komentowania!


Mężczyzna rozebrał chłopaka do końca i niedbale zrzucił kimono gdzieś na podłogę. Przesuwał szczupłymi dłońmi po jego udach i biodrach, badając jego jasną jak śnieg skórę. Wiedział, że podczas „hipnozy” Mira będzie reagował o wiele słabiej niż normalnie, dlatego będzie musiał się bardziej postarać. Uśmiechnął się. Lubił takie wyzwania.
Rękoma sięgnął do jego dołu. Bez zbędnych ceregieli, złapał jego członek i zaczął delikatnie go pocierać. Chłopak drgnął lekko, lecz dalej wykonywał dany mu rozkaz. Neva powoli przesuwał dłonią w górę, i w dół, sprawiając młodzieńcowi dawkę przyjemności, którą odczuwał mimo stanu, w jakim się znajdował. Jego jęki były dosyć ciche, ale jednak były, co było i tak zaskakujące. Widocznie Mira był bardzo wrażliwy. Mężczyzna uśmiechając się pod nosem, kontynuował swoje działania, z czasem przyspieszając ruchy ręką.
Druga ręka sięgnęła do sutków chłopaka. Przesuwała po nich delikatnie, gdy druga wciąż nie przestawała pieścić jego członka. Zaczęła pocierać jego sutek między palcami, czemu towarzyszyła kolejna seria pojękiwań, które towarzyszyły odgłosom ssania. Chwilę później Neva oderwał się od ust młodzieńca i językiem zaczął lizać jego sutki, przygryzając je co chwilę delikatnie. Ssał je i lizał okrężnymi ruchami, a pojękiwania stawały się coraz głośniejsze.
Z czasem z zadowoleniem poczuł jak penis twardnieje w jego dłoni, a chłopak z odgłosami rozkoszy, kładzie mu głowę na ramionach. Dalej nie przerywał wprawnych ruchów dłonią, z satysfakcją czując, jak Miry staje się coraz większy i cieplejszy. Oblizał usta i powoli położył partnera na materacu, wpatrując się w jego przymknięte z przyjemności powieki. Po jego reakcjach wywnioskował, że robił to zapewne pierwszy raz. Uśmiechnął się i przyłożył do swojej rany na szyi dwa palce. Upewnił się, że są całe umoczone we krwi i podsunął je chłopakowi, który łapczywie chwycił je mocno i zaczął lizać, a następnie ssać. Gdy nie pozostała na nich nawet kropla krwi, zabrał je od ust Miry i podniósł powoli jego biodra, ułatwiając sobie w ten sposób dostęp. Delikatnie wsunął palce pomiędzy jego pośladki, czemu towarzyszył głośny jęk. Powoli zaczął nimi lekko poruszać, próbując jak najlepiej przygotować Mirę na coś znacznie większego.
Kiedy poczuł, że ten jest już gotowy, powalił go na łóżko i rozszerzył mu nogi. Mężczyzna zaśmiał się tylko cicho i pomyślał: „Będzie ciekawie”, po czym palcami, uwalniając tym chłopaka z „hipnozy”.
Zdezorientowany Mira otworzył szeroko oczy, mrugając zaskoczony. Zorientowawszy się, co się dzieje zaczął energicznie się wyrywać, próbując uwolnić się z mocnego uścisku Nevy. Oczywiście bez skutku. Po chwili poczuł jak stwardniały z podniecenia członek wsuwa się w niego mocno i do końca. Poczuł rozrywający go ból i krzyk uwiązł mu w gardle. Mężczyzna nie dał mu czasu na przyzwyczajenie się i od razu zaczął się poruszać.
- …P-Przestań…to..boooli…p-przeeestań… - mówił pomiędzy kolejnymi pchnięciami, dalej próbując go odepchnąć, ale były to tak słabe starania, że Neva z łatwością złapał jego ręce i przycisnął je do łóżka nad jego głową, dalej robiąc swoje. Nie zahipnotyzowany Mira był o wiele bardziej walczący, co robiło się trochę denerwujące, ale kontynuował, czując nadchodzący koniec.
Zadał jeszcze kilka mocniejszych pchnięć trafiając w prostatę chłopaka, co sprawiło, że bolesne błagania zmieniły się w słodkie jęki przyjemności. Neva pchnął jeszcze raz i ostatecznie doszedł w jego wnętrzu. Mira niemalże w tej samej chwili ostatni raz jęknął, osiągając spełnienie.
Usatysfakcjonowany Neva opadł bez sił na chłopaka. Przez chwilę po prostu leżeli w milczeniu, a Mira zastanawiał się nad tym, co przed chwilą zrobił. Po raz pierwszy doświadczył czegoś takiego. Nigdy nie myślał o takich rzeczach. Nie był taki jak inni nastolatkowie w jego wieku. Nigdy nie latał za dziewczynami, nigdy nawet z żadną nie był. Z chłopakiem też nie. Nie zastanawiał się nad tym, czy w ogóle kiedykolwiek będzie chciał być z kimś. A teraz co? Przespał się z kimś, kogo poznał chwilę temu. W dodatku nie z własnej woli, a tyłek bolał go niemiłosiernie.
- Kiedyś Cię zabiję – obiecał Mira, przerywając kilkuminutową ciszę, krzywiąc się z bólu.
Mężczyzna podniósł się na łokciach i spojrzał mu w oczy z zaciekawieniem, uśmiechając się drwiąco.
- Nie byłbym tego taki pewien – błysnął śnieżnobiałymi kłami – To JA Ciebie stworzyłem. Do końca moich i twoich dni, zawsze będziesz robił co Ci każę. Nie możesz mi się przeciwstawić – polizał jego szyję, podkreślając tym swoje słowa – Prędzej to ja Cię zabiję. Mogę to zrobić w każdej chwili.
Zmęczony chłopak westchnął ciężko i powoli zamknął oczy. Dalej czuł pulsujący ból, rozprzestrzeniający się po całym ciele, ale z czasem stawał się on coraz mniejszy. Mimo że go bolało, nie znaczy, że nie odczuwał z tego żadnej przyjemności. Ból i rozkosz współgrały ze sobą tworząc symfonię, która połączona z gorzkimi nutami, była najpiękniejszą symfonią, jaka tylko mogła istnieć.
Nagle poczuł jak Neva podnosi jego głowę do rany, która powoli zaczynała się goić. Mira nie myśląc wiele przyssał się do szyi, po której na nowo zaczęła spływać stróżka świeżej, pachnącej krwi.
***
Kiedy Mira otworzył oczy było już dawno po zachodzie słońca. Po raz pierwszy obudził się po zmroku, a było to dosyć dziwne uczucie, lecz w końcu będzie musiał się do niego przyzwyczaić. W końcu wolał to niż spalenie się w świetle dnia. Jako wampir w dzień śpi, a w nocy wstaje – takie panowały zasady. Nie miał nic przeciwko im, bo w końcu mógł się wyspać. Nic mu się nie śniło, więc nic nie mogło przerwać jego odpoczynku.
Leżąc, dalej wspominał koszmar, w którym pojawił się niebieskowłosy. Prawdopodobnie pojawił się w nim przez to, że go zmienił i jakoś podświadomie musiał to odczuć. Jednak coś mu w tej teorii nie pasowało, lecz nie wiedział dokładnie co. Pojawienie się tego mężczyzny w tym śnie musiało mieć inny powód.
Westchnąwszy głęboko wstał z łóżka, ale przerwał mu tępy ból w okolicach pośladków. Był znacznie słabszy niż wczoraj, lecz dalej dawał o sobie znać.  Z zażenowaniem patrzył na ubrudzone krwią, niegdyś białe kimono, które rozwalone walało się po podłodze. Przeklinając w duchu jego „stwórcę”, obiecał sobie, że kiedyś odpłaci mu pięknym za nadobne. I to z wielką przyjemnością.
Po chwili usłyszał zbliżające się, ciche kroki i do zaciemnionego pokoju wszedł Neva. Uśmiechając się, podszedł do łóżka i rzucił na nie jakieś ciemne ubrania.
- Masz. Przebierz się – rzekł, siadając swobodnie na materacu – Jak chcesz wziąć prysznic to tam jest łazienka – wskazał na drzwi z małym okienkiem, zasłoniętym od wewnętrznej strony ciemną zasłoną.
Chłopak zabrał ze sobą ciuchy i poszedł do małej łazienki. Była naprawdę mała, ale jakoś dało się w niej poruszać. Z trudem, ale jednak.
Po wzięciu krótkiego prysznica, wycierając się, zauważył drobne lusterko. Podniósł je, ciekawy, czy będzie widać jego odbicie, jak to zwykle opisane było w książkach i filmach. Było, ale coś się w nim zmieniło. Zdziwiony wpatrywał się w swoją jeszcze jaśniejszą niż wcześniej skórę. Wcześniej przypominała jasno-szarą ścianę, teraz – śnieżnobiałe mleko. Oczy też miał inne, były trochę większe. Jedyne, co pozostało bez zmian to ciemne wory pod oczami, które wcześniej były spowodowane – a przynajmniej tak mu się wydawało – ciągłą bezsennością. Teraz był wyspany jak nigdy, a podkówki nie zniknęły – widocznie taką miał urodę, skoro nawet po śmierci mu zostały. Zaśmiał się w duchu. Dziwnie to zabrzmiało.
Westchnąwszy wziął się za ubieranie. Już miał założyć granatową bluzkę z krótkim rękawem, gdy zobaczył jak ona wygląda. Była dosyć luźna, całkowicie taka, jakie uwielbiał. Wolał chodzić w luźnych ciuchach. Jednak nie to mu przeszkadzało. Na plecach wyhaftowany był jakiś wzór. Gdy jej się przyjrzał zauważył czarną różę, którą ledwo było widać na ciemnym materiale. Była podobna trochę do tej, na jego naszyjniku. Zdziwiony spojrzał na wisior, a następnie znów na ubranie. Kwiaty były identyczne. Sprawiało to, że ubranie wyglądało na dosyć… kobiece. Nie miał najmniejszego zamiaru jej ubierać. Krytycznym wzrokiem patrzył na nią, jakby w nadziei, że nagle zmieni się w jego ulubiony T-shirt, lecz oczywiście tak się nie stało - bluzka uparcie pozostawała w swojej oryginalnej postaci. W końcu desperacko rozejrzał się po łazience, poszukując czegoś normalnego do ubrania, ale leżał tam tylko dywanik i szare mydło, a na ścianie wisiał brązowy ręcznik. Przeklinając, ostatecznie ją ubrał.
Gdy wrócił do pomieszczenia, w którym przespał dzień, Neva dalej siedział na łóżku z nieustannym sarkastycznym uśmiechem na ustach, zastanawiając się nad czymś.
- A, właśnie – przypomniał sobie – Miałem Cię wcześniej zapytać. Jak się w ogóle nazywasz?
- Yureimi Mira – przedstawił się krótko, rzucając brudne kimono na podłogę.
- Yureimi, co? – mruknął pod nosem, uśmiechając się, z tylko sobie znanego powodu – Fajne znamię – powiedział, wskazując na jego przedramię. Widniał na nim ciemny znak w kształcie róży. Jego matka miała identyczny – Masz dokładnie taki sam naszyjnik – przeniósł wzrok na wisiorek z czarną różą, który wisiał na szyi chłopaka.
- Po mamie – odrzekł, mając nadzieję, że temat się nie rozwinie. Oczywiście Neva nie był tego typu osobą, która wie, kiedy skończyć. Jego ślepia się rozszerzyły, jakby odkrył coś niesamowitego, a usta jeszcze bardziej się wyszczerzyły.
- Pewnie Ci smutno będzie bez niej, bo chyba wiesz, że już nie możesz się spotykać z bliskimi – ciągnął, a w jego głosie było słychać udawany smutek, z ust zniknął uśmiech.
- Moi rodzice nie żyją od dziesięciu lat – odpowiedział Mira, patrząc się na mężczyznę bez wyrazu.
Usta wampira drgnęły, lecz nie uśmiechnął się. Tylko jego oczy dalej się śmiały.
- Przykro mi – znów fałsz w głosie – Pewnie Ci ich brakuje – tym razem nie był w stanie się nie uśmiechnąć.
- Co mam robić dalej? – uznał, że ignorowanie jego słów będzie najlepszym sposobem na skończenie tematu – Do wioski nie mogę wrócić.
Mężczyzna patrzył się chwilę na chłopaka, przechylając na bok głowę, zastanawiając się nad czymś. Po chwili na jego twarzy znów zagościł kpiący uśmiech.
- Jesteś drugą osobą, którą zmieniłem w tym miesiącu, więc nie jesteś mi potrzebny. Do czasu aż się pozbędę poprzedniej ofiary, możesz robić, co chcesz – wzruszył ramionami, opierając się o ścianę.
- Po co zmieniasz te wszystkie osoby? – spytał Mira, patrząc na Neve podejrzliwie – Wykorzystujesz ich wszystkich tak, jak mnie wczoraj?
- Nie do końca… - wyznał – Zazwyczaj to tak nie spełniam swoich zachcianek – uśmiechnął się tajemniczo – Możesz czuć się wyróżniony, że tylko Ciebie potraktowałem tak łagodnie. Zazwyczaj nie jestem taki miły – znów błysnął zębami – Szkoda by było, gdybyś za szybko umarł – w jego głosie słychać było, jakby tylko o tym marzył.

Młodzieniec westchnąwszy, bez słowa minął wampira i wyszedł z pomieszczenia, trzaskając za sobą drzwiami. Wcześniej nie wychodził z tego pokoju, więc teraz z zainteresowaniem obserwował wystrój domu. Znajdował się w wąskim korytarzu, na którego ścianach wisiały małe obrazy, przedstawiające jakieś bitwy i portrety nieznanych chłopakowi postaci. Pod sufitem wisiał szklany żyrandol, taki, jaki często znajduje się w domach staromodnych bogaczy. Jego drobne kryształki odbijały blade światło płynące z małych żarówek. Nie miał pojęcia, że Neva był bogaty – pokój, w którym wcześniej przebywał wyglądał skromnie, nawet lamp w nim nie było, ale widocznie był on stworzony specjalnie dla jego ofiar. Skrzywił się na samą myśl, jak mężczyzna traktował ludzi, których dopiero co zmienił. Dobrze, że Neva puścił go wolno, nie miał zamiaru znów dać się wykorzystać.


To na razie tyle. Wkrótce kolejny rozdział!