czwartek, 4 czerwca 2015
Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 7
środa, 29 kwietnia 2015
Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 6
Zapraszam do kolejnego rozdziału!
- Umowa brzmi tak - powiedział niebieskowłosy, nonszalancko opierając się o ścianę. Patrzył się na ciemnowłosego chłopaka, który stał przed łóżkiem, z kpiącym uśmiechem - Jeżeli mnie przekonasz, by darować Ci życie, z przyjemnością to uczynię. Będziesz robił, co tylko zechcę przez ten miesiąc - mówił uroczystym tonem, wyraźnie powstrzymując się przed śmiechem - A ja nawet będę skłonny pomóc Ci finansowo. Jednakże - zaznaczył, ignorując niedowierzające spojrzenie ciemnozielonych oczu - na to będziesz musiał bardziej się postarać.
Mira podejrzewał, o co może nu chodzić. Nie do końca mu się to podobało, ale to chyba jest niewielka cena za przeżycie. Mężczyzna zapewne nie miał w zwyczaju pozwalać komuś żyć, a co dopiero komuś pomagać.
- A więc jak? Umowa stoi? - zapytał, uważnie spoglądając na młodego wampira.
Chłopak usiadł przed Nevą na pościeli. Uniósł wzrok i spojrzał w błękitne ślepia. Mężczyzna musiał mieć jakiś ukryty motyw. Charakterystyczny uśmiech nadal widniał na ustach.
- Stoi - westchnął ciężko, wiedząc, że i tak nie ma wyboru. Niech będzie, co ma być.
- Więc wiesz, co robić - przyciągnął jego twarz do swojego kroku i zaśmiał się, kiedy chłopak się wzdrygnął.
*
Ten miesiąc zdawał się być najdłuższy w całym jego życiu. Te paręnaście dni dłużyły się, i dłużyły, aż w końcu minęły, a Mira odetchnął z ulgą - Neva nareszcie pozwolił mu wyjechać. Przemilczał fakt, że błękitnowłosy puścił go za późno, ale nie zaprotestował – gdyby za bardzo wyrażał swój przeciw, mężczyzna mógłby zmienić zdanie, a do tego nie miał zamiaru doprowadzić. Kiedy tylko miał wykonać jakiś ,,rozkaz", który do normalnych nie należał, zaciskał tylko zęby i jakoś wytrzymywał.
Jednak w drugiej części umowy musiał przyznać, że Neva dotrzymał słowa. Dał mu namiary na zaprzyjaźnionego fałszerza dokumentów, który spisał się bardzo dobrze. Wampir nawet opłacił dokumenty, chociaż tanie nie były – a Mira słono za to odpłacił. Przynajmniej nie musiał się martwić o papiery. Chłopak nie miał pojęcia, że Neva jest w stanie tyle zapłacić za jego ciało. Starczyło nawet na opłacenie małego mieszkania w Makari, ale za nie musiał zrobić coś więcej. Praktycznie nie miał do niego żadnych wyrzutów.
Mira nie miał zamiaru znów skończyć z oparzeniem słonecznym – teraz już nikt by mu nie pomógł – więc poprosił wampira o radę, jak najszybciej dostać się do miasta. Mężczyzna pokazał mu na mapie skrót, dzięki któremu jego wędrówka była o wiele krótsza niż poprzednio. Przeklinał własną głupotę za ostatnią podróż i na szczęście nie miał powtórki z rozrywki.
Kiedy nareszcie dotarł do miasta, zobaczył zupełnie inny świat. Mimo że miał siedemnaście lat, dawno nie widział tak dużego i dobrze rozwiniętego miasta. Każda rodzina, która go przygarnęła, mieszkała w oddalonych od siebie miejscach, ale zawsze były to małe, odseparowane od reszty kraju wioski. Ostatni raz miał okazję odwiedzić większe miasto jeszcze przed śmiercią rodziców.
Zafascynowany chłopak wpatrywał się w kolorowe billboardy, które migocząc, witały turystów, mieniące się światła i jeżdżące co chwilę samochody. Zupełnie inny świat. Tu, jak ktoś jest chory to idzie się do lekarza, a nie odprawia się rytuały w świątyni.
Mijał kolejne budynki, każdemu przyglądając się z osobna. Budowle były bardzo wysokie, a na ulicach nie brakowało ludzi, mimo że już dawno było ciemno.
W końcu skręcił w odpowiednią uliczkę i znalazł się w zupełnie innej dzielnicy. Wyglądała ona jak piekło w porównaniu z tym, co zastał wchodząc do miejscowości. Były tu brudne bloki, walały się wszędzie porozrzucane śmieci, a przy ścianach stały kobiety ubrane w obcisłe i krótkie sukienki. Nie mógł uwierzyć, że to nadal to samo miasto.
Kiedy dotarł pod blok, w którym miał wynajęte mieszkanie, na jego powitanie wyszedł mężczyzna w podeszłym wieku. Było już grubo po północy, więc trochę go to zdziwiło. Widocznie Neva musiał go uprzedzić, że będzie późno.
Staruszek opierając się o drewnianą laskę, dał mu trzy klucze i zaprowadził pod drzwi jego mieszkania. Podał mu poplamiony regulamin bloku i wychodząc, obiecał, że wkrótce poda mu ostateczną datę, do kiedy ma zapłacić wszystkie rachunki.
Chłopak westchnąwszy, wszedł do mieszkania. Mimo że Neva zapłacił za wynajem, za czynsz będzie musiał zapłacić sam. Nie była to wysoka kwota, czego nie można się dziwić, biorąc pod uwagę okolicę, w jakiej się znajduje. Niestety nie miał nawet pracy, by zapłacić tą sumę. Będzie musiał ją jak najszybciej znaleźć. Jutro jej poszuka.
Mira powoli wszedł do salonu, zapalając po drodze światło. Blada poświata oświetliła pomieszczenie, ukazując szare ściany i kilka mebli stojących na bladozielonym dywanie. Zgodnie z obietnicą starca w oknach wisiały grube, ciemne kotary. Chłopak miał fałszywe zaświadczenie od lekarza, że cierpi na fotodermatozę, czyli na alergię na światło słoneczne. Dzięki temu nikt nie będzie się dziwił, że wychodzi tylko w nocy. Niezły pomysł.
Był trochę zmęczony, więc usiadł na brązowej kanapie. Opierając się o oparcie, zamknął oczy. Miał zamiar trochę się zdrzemnąć, w końcu trochę dzisiaj przeszedł, lecz zniszczyło jego plany energiczne pukanie do drzwi. Zdziwiony wstał i marszcząc czoło, zastanawiał się, kto może czegoś od niego chcieć o tak późnej porze. Pomyślał, że to pewnie starzec zapomniał mu o czymś wspomnieć, więc zrezygnowany otworzył drzwi.
W wejściu stał młody chłopak, prawdopodobnie gdzieś w jego wieku, może trochę starszy. Był blady, prawie jak on sam, miał bordowe włosy, które sięgały mu do ramion i ciemne tęczówki. Na głowie miał czarny kaptur z czarnymi kocimi uszami, które zaskoczyły Mirę. To dziewczyna?
Chłopak błyskając śnieżnobiałymi zębami, pierwszy się odezwał.
- Yo – przywitał się, machając ręką na powitanie – Jestem Gazuki Karemi, ale możesz na mnie mówić Kami. Miło Cię poznać. – Podał mu dłoń z pomalowanymi na czarno paznkociami.
- Yureimi Mira. Mi również miło Cię poznać – zignorował podaną mu dłoń, opierając się o framugę drzwi. - Chciałeś czegoś? - spytał protensjonalnym tonem, chcąc spławić intruza.
- Mieszkam obok, więc pomyślałem, że pójdę się przywitać – wyjaśnił swoją wizytę niezrażony, uśmiechając się przyjaźnie.
,,O tej porze?” – zdziwił się w myślach.
Karemi dalej stał w drzwiach, uśmiechając się przyjaźnie. Widocznie czekał, aż Mira go wpuści i nie miał zamiaru ustąpić. Westchnął w duchu, mając nadzieję, że jego sąsiad szybko stąd pójdzie. Naprawdę liczył na szybki odpoczynek.
- Wejdź. – Zaprosił go do środka, patrząc się na uśmiechniętego młodzieńca podejrzliwie.
Zadowolony chłopak wszedł do mieszkania i rozglądnął się wokół. Zobaczywszy grube zasłony, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego źrenice rozszerzyły się.
- Pewnie nie lubisz słońca – powiedział, wskazując na granatowe kotary – Jesteś uczulony?
- Mam fotodermatozę – odpowiedział, opierając się o ścianę i wpatrując się w chłopaka bez wyrazu. Kiedy on wreszcie stąd pójdzie?
- Hm… czyli nie możesz wychodzić za dnia? – Rozglądał się dalej, z uśmiechem na twarzy – Jak wampir.
Mira zignorował to stwierdzenie, przewracając oczami.
- Co Cię do mnie sprowadza o tej porze? Normalni ludzie o tej porze śpią – podkreślił pierwsze słowo.
- A kto powiedział, że jestem normalny? – zaśmiał się, przerzucając włosy na drugie ramię, odsłaniając w ten sposób swoją jasną szyję. Odwrócił się do chłopaka tyłem, dalej rozglądając się po pokoju. Czego on w nim szukał?
Mira zobaczywszy odsłoniętą zachęcająco szyję, przełknął głośno ślinę. Gardło zaczęło go mocno piec, domagając się ugaszenia pragnienia. Przejechał językiem po wydłużających się kłach.
Nie pamiętał kiedy ostatnio się pożywiał, lecz z pewnością było to jakiś czas temu, przez co trudno było mu się kontrolować. Pragnienie boleśnie nie pozwalało o sobie zapomnieć, wzrastając coraz bardziej.
Pomyślał, że Karemi może zostać jego pierwszą ofiarą. Jak zmieni go w wampira to ten będzie mu posłuszny, tak, jak on nie mógł się sprzeciwić Nevie. Dzięki temu przez jakiś czas będzie miał zapewniony zapas krwi i nie będzie musiał szukać ofiary. Szczęście wreszcie się do niego uśmiechnęło, chyba po raz pierwszy w jego życiu.
Chłopak powoli zbliżył się do Karemi’ego. Nie miał pojęcia, jak to będzie wyglądać, ale nie przestawał. Chwycił go mocno za szczupłe ramiona i przyciągnął do siebie. Spodziewał się oporu, krzyku, czy podobnej reakcji, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zdziwiony chwycił go za ręce, uniemożliwiając mu ucieczkę, lecz coś mu nie pasowało. Zauważył, że ręce młodzieńca nie są ciepłe, tak, jak się tego spodziewał – miały taką samą temperaturę jak jego własne. Zdezorientowany spojrzał na chłopaka, który nie wykazywał ani grama zaskoczenia – tylko patrzył na niego, nadal uśmiechając się delikatnie.
- Wybacz, ale mam już pana – powiedział spokojnie, niezrażony tym, że przed chwilą chłopak chciał go zabić.
Mira puścił czerwonowłosego i zaklął w duchu. Nici z jego szczęścia. Dziś nie znalazł posiłku.
- Przepraszam – mruknął cicho, unikając jego spojrzenia.
- Nie szkodzi – machnął ręką lekceważąco – Musisz być młody, skoro nie zauważyłeś, że ja również jestem wampirem – pocieszył, klepiąc go po ramieniu – A tak w ogóle, to kto Cię stworzył? – spytał z zaciekawieniem, przekrzywiając zabawnie głowę.
- Taki jeden, mieszka niedaleko stąd – wzruszył ramionami, niezainteresowany zbytnio rozmową. W tej chwili chciało mu się pić, a nie prowadzić głupią konwersację – Mikura Neva.
- Mikura Neva? TEN Mikura? Drugi? – Otworzył szeroko oczy zaskoczony, lecz szybko się zreflektował – Proszę o wybaczenie. – Ukląkł przed nim, pochylając nisko głowę – Nie miałem pojęcia.
- Haa? – Mira patrzył ze zdziwieniem na klęczącego przed nim chłopaka – Drugi?
piątek, 17 kwietnia 2015
Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 5
Zapraszam na kolejny rozdział!
Mira skrzywił się lekko z bólu, który minął w momencie, gdy mężczyzna zaczął ssać jego krew. Nie spodziewał się, że dyskomfort tak szybko zniknie. Wcześniej uważał to za niewyobrażalne cierpienie, ale teraz odczuwał tylko delikatnie liźnięcia językiem, które co chwilę drażniły jego szyję. Z pewnością nie było to nieprzyjemnym uczuciem.
Nagle Neva gwałtowanie powalił chłopaka na materac, w dalszym ciągu nie przerywając picia słodkiego płynu. Zaskoczony poczuł, jak ręka mężczyzny wsuwa się pod jego koszulkę i głaszcze jego płaski brzuch, stopniowo przesuwając się w górę i w dół. Drgnął lekko, gdy zimne palce dotarły na jego klatkę piersiową. Poczuł jak dołącza do nich druga dłoń i obie naraz zaczęły szczypać jego sutki, które pod wpływem dotyku twardniały.
Towarzyszyły temu ciche pojękiwania chłopaka. Doskonale wiedział, że na tym tylko się nie skończy, a protestowanie nic mu teraz nie da. Zrezygnowany zamknął tylko oczy, mając nadzieję, że to szybko się zakończy.
Mężczyzna zauważywszy reakcję Miry na tą drobną pieszczotę, oderwał od niego jedną rękę. Powoli wsadził ją mu w spodnie i zaczął pocierać delikatnie charakterystyczną wypukłość, pobudzając partnera jeszcze bardziej. Chłopak nie mając wyboru, skupił się na wprawnych ruchach Nevy, pojękując cicho. Po chwili ręka znalazła się pod jego bielizną, na co chłopak zaskoczony chłopak drgnął, jednak dalej nie oponował. To i tak, by nic nie dało.
Dłoń przesuwała się po nagim członku coraz szybciej, czemu towarzyszyły coraz głośniejsze odgłosy. Mira przykrył twarz ręką, czując napływające gorąco. W pewnej chwili poczuł, że wampir odrywa się od jego szyi, a dłoń z jego dołu zniknęła. Zdziwiony uchylił powieki i zobaczył, jak Neva rozpina swoje spodnie, a następnie jego własne.
Pozbawił ich obu ubrań i znów chwycił jego nabrzmiały członek, a następnie swój. Pochylił się nad chłopakiem i złapał je oba w dłoń. Zaczął nią poruszać tak, aby pocierały się o siebie, na nowo pobudzając kochanka. Przymknął oczy, rozkoszując się tym uczuciem. Słyszał, jak chłopak zatyka sobie usta nadgarstkiem, próbując zagłuszyć coraz głośniejsze jęki. Uśmiechnął się lekko.
Kiedy poczuł, że penis Miry staje się coraz bardziej mokry, zabrał od niego rękę. Chciał rozsunąć chłopakowi kolana, ale on sam to zrobił, ułatwiając Nevie dostęp. Zdziwiony mężczyzna spojrzał na Mirę, który zawstydzony patrzył się w bok. Zaśmiał się w duchu i powoli wsunął palec w jego tył. Towarzyszył temu lekki dyskomfort, lecz kiedy zaczął powoli nim poruszać, tepy ból zmienił się w przyjemność. Wsłuchiwał się w podniecające dźwięki wydawane przez partnera, sam nabierając ochoty jeszcze bardziej. Po chwili dołączył do niego drugi palec i przyspieszył tempo. Patrzył na twarz młodego wampira, która wykrzywiała się z odczuwanej rozkoszy, a w międzyczasie jego tył coraz bardziej się rozluźniał. Kiedy mężczyzna stwierdził, że to wystarczy, rozszerzył jeszcze bardziej jego nogi i chwycił je w kolanach.
Neva wszedł w chłopaka swoim nabrzmiałym członkiem, a Mira jęknął cicho. Poczuł równocześnie ból, jak i nieopisaną przyjemność, tak jak to było poprzednim razem, choć z większą przewagą rozkoszy. Czuł jakby rozpadał się na drobne kawałeczki, a jednocześnie trafił do raju. To dziwne uczucie pogłębiało się, gdy mężczyzna zaczął szybciej się w nim poruszać, zadając co chwilę kolejne pchnięcia, z czasem coraz mocniejsze, drażniąc jego prostatę. Chłopak myślał, że eksploduje, a Neva jeszcze zaczął pocierać jego penisa, jednocześnie pchając z tyłu. Mira przyjmował kolejne pchnięcia, skupiając się tylko na przyjemnym uczuciu, które powodowały.
W pewnej chwili mężczyzna przyspieszył. Zaczął posuwać członkiem szybciej i mocniej, czując zbliżający się koniec. Znów przyssał się do szyi chłopaka, sprawiając mu kolejną pieszczotę.
Mira nie panują już nad sobą, jęczał głośno, aż w końcu osiągnął szczyt. Wytrysnął sobie na brzuch i opadł bez sił, wykończony. Zaraz po nim Neva doszedł w jego wnętrzu. Powoli wyciągnął z niego swojego penisa i usatysfakcjonowany położył się na jego piersi.
Obolały chłopak nie miał siły, by zaprotestować, więc spojrzał tylko pusto w szary sufit. Leżał tak chwilę, aż usłyszał, jak wyczerpany Neva zapada w głęboki sen. Już wcześniej pewnie był bardzo zmęczony, a teraz jeszcze wykończył się tym. Oczywiście nie mógł się powstrzymać. Zboczeniec.
Mira westchnąwszy, dotknął jego błękitnych włosów. Od początku ciekawiło go, jakie były w dotyku. Chłopak był pewny, że farbowane włosy są twarde i suche. Cóż, jego takie nie były – były zadziwiająco miękkie i gęste. Wiedział, że to nie mogą być jego naturalne włosy, w końcu nikt nie rodzi się z niebieskimi włosami. Zastanawiał się, jakiego koloru włosy mężczyzna miał wcześniej, aż zobaczył przez małe okienko z łazienki, wpadające przez nie pomarańczowe promienie. A więc nadszedł kolejny wschód słońca.
***
Kiedy uchylił powieki, Neva już nie spał. Siedział koło niego na łóżku i trzymając dłonie pod brodą, zastanawiał się nad czymś gorączkowo. Jego wzrok skupiony był na drzwiach, patrzył się na nie spode łba. Chłopaka zdziwił ten widok, bo wampir zawsze wydawał się być w dobrym humorze – jego przerażający uśmiech nigdy nie znikał z jego twarzy. Teraz mężczyzna wydawał się być czymś zdenerwowany. Zastanawiając się nad tym, co mogło go wyprowadzić z równowagi, wpatrywał się w jego nagi tors. Neva był dosyć szczupły z dobrze wyrobionymi mięśniami brzucha. Miał tak zwany „kaloryfer”, do którego zawsze dążyli faceci, a kobiety wzdychały. Był całkowitym przeciwieństwem Miry, którego mięśnie były słabo wyrobione, ale to było spowodowane częstymi nieobecnościami na zajęciach wychowania fizycznego. Nigdy nie lubił sportów i wątpił, że kiedykolwiek go polubi.
Chłopak był również bardzo chudy – nawet żebra mu lekko wystawały.
Nagle zauważył, że mężczyzna się na niego patrzy ze swoim charakterystycznym uśmiechem, a po jego zdenerwowaniu nie zostało żadnego śladu. Mira westchnąwszy, przymknął oczy.
- Zawsze musisz się tak podejrzanie uśmiechać? – spytał. Podniósł się z materaca i ziewając, potarł zaspane oczy.
Neva zignorował pytanie i wstając z łóżka, przeciągnął się. Następnie podniósł z ziemi swoją białą koszulę, która niewiadomo kiedy się tam znalazła i założył ją na siebie. Chłopak wziął z niego przykład i ubrał się w ciuchy, które dostał od niebieskowłosego, a teraz w nieładzie leżały obok niego na ziemi.
- Dziękuję, że mnie wtedy uratowałeś – powiedział nagle Mira, unikając wzroku mężczyzny. Ubierał się, jakbu nigdy nic.
- Och, wreszcie trochę kultury - mruknął sarkastycznie Neva.
- Ale jak to zrobiłeś? Przecież ty też nie możesz wychodzić na słońce – zdziwił się i spojrzał na wybawcę podejrzliwie.
- Znalazł Cię mój znajomy i zawiózł do mnie. Jemu podziękuj – błysnął zębami – Ja to zrobiłem tylko dla własnej korzyści.
- Ale po miesiącu i tak mnie zabijesz – stwierdził.
- Bo mi się znudzisz – wzruszył ramionami.
Chłopak przez chwilę zastanawiał się nad jego słowami. Nigdy nie miał jeszcze okazji się kimś „znudzić”, więc za bardzo nie wiedział o co mu chodzi. Od siódmego roku życia zmieniał rodziny jak rękawiczki. Dotąd żadna rodzina zastępcza nie opiekowała się nim dłużej niż trzy miesiące (tyle wynosił okres próbny), a dla niego nie był to wystarczający czas, by „znudziło” mu się mieszkanie z nimi. Nigdy też nie przebywał długo z ludźmi, stronił od ich obecności. Robił to wyłącznie z własnego wyboru – dawał wszystkim do zrozumienia, żeby się z nim nie zadawali. Jednak zawsze próbowali, co nigdy nie przynosiło efektu. Mira zdecydowanie wolał być sam. Przez to był uważany za świra albo ćpuna – podkrążone nieustannie oczy i przygaszony wzrok robiły swoje – nie ważne w jakiej szkole się znalazł, ale nie przejmował się tym zbytnio. Wiedział, że i tak prędzej czy później opuści tą szkołę i głupie wyśmiewanie w końcu się skończy. Po osiągnięciu pełnoletniości planował zamieszkać w jakimś dużym mieście i zacząć swoje życie na nowo. Niestety musiał na to trochę jeszcze poczekać.
- Kiedy już Ci się znudzę… - zaczął powoli, ważąc słowa – mógłbyś puścić mnie wolno?
- Hm… - zastanawiał się chwilę Neva, patrząc się na chłopaka – Jeśli mnie do tego czasu wystarczająco zadowolisz – wyszczerzył się, a chłopak westchnął – Nawet jeśli Cię puszczę, to co zrobisz dalej?
Mira wzruszył ramionami, sam dokładnie nie wiedząc, co ma zamiar zrobić.
- Zamieszkam w jakimś mieście, tam, gdzie nikt mnie nie zna i będę tam pracował na nocne zmiany. Nie powinno być z tym problemu – rzekł.
- A co z krwią? – spytał – Nie boisz się polować na ludzi? – z zainteresowaniem spojrzał na młodego wampira.
- Nigdy jakoś specjalnie nie przywiązywałem się do ludzkiego życia – wzruszył ramionami obojętnie – Pewnie będę robił podobnie, jak ty.
- Hm… - patrzył się chwilę na chłopaka, uśmiechając się w charakterystyczny dla siebie sposób – Dziwny jesteś – skwitował i opuścił pokój.
- Powiedział – odmruknął pod nosem, kiedy został sam.
Zapraszam do komentowania!
środa, 8 kwietnia 2015
Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 4
Zapraszam na kolejną notkę. Mam nadzieję, że się spodoba :3
Do domu wszedł młody Chińczyk w czarnym garniturze, z długimi czarnymi włosami i ciemnobrązowymi oczami. Z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, niósł w ramionach coś na kształt człowieka. Istota wyglądała okropnie. Niegdyś spokojne oblicze teraz wykrzywiało się w okropnym grymasie. Po brodzie ściekała ślina, a kły wydłużyły się nienaturalnie, raniąc usta.
Stworzenie desperacko próbowało się wyrywać, lecz silne ramiona z łatwością to uniemożliwiały. Na nodze widniała rozległa rana, przypominająca trochę poważne poparzenie, z której nieustannie sączyła się bordowa posoka. Skóra na niej była cała zwęglona i syczała cicho. Za każdym razem, kiedy krzyczało z bólu, niczym zraniony drapieżnik, dostawało mocno w brzuch, co uspokajało je na moment. Mężczyzna wolnym krokiem poszedł do kuchni i położył to coś na stole, a raczej rzucił, po czym obrócił się w stronę właściciela mieszkania.
Niebieskowłosy wstał z krzesła i uśmiechając się kpiąco, spojrzał na wijącego się z bólu chłopaka. Oczy ofiary wskazywały na to, że nie jest on do końca świadomy, co się wokół niego dzieje.
- Dlaczego kazałeś mi go uratować, Neva-sama*? – Spytał długowłosy Chińczyk, kłaniając się nisko. – Przecież i tak się go pozbędziesz. Nie lepiej byłoby go tam zostawić? Nie pobrudziłbyś sobie rąk tym czymś Splunął zdegustowany.
- Stwierdziłem, że tak będzie ciekawiej – błysnął kłami i podniósł nadgarstek do ust. Rozciął sobie na nim skórę, po czym podszedł do jęczącego chłopaka. Krew ściekała powoli, więc zniecierpliwiony rozszerzył rozcięcie paznkociami i polał ją w końcu na świeżą ranę po poparzeniu słonecznym na stopie. Bordowa ciecz, zalewając miejsce oparzenia, przynosiła młodzieńcowi ogromną ulgę. Uwolniony z katorgii Mira, przestał krzyczeć i przymknął powieki, kuląc się.
Neva przyłożył mu do ust drugą rękę. Spragniony chłopak od razu, wyczuwszy źródło posiłku, chwycił mocno nadgarstek i łapczywie wbił w niego kły. W miarę, kiedy wysysał coraz więcej czerwonego płynu, jego organizm szybciej się odnawiał. Ugaszenie pragnienia z pewnością pomoże mu się do końca zregenerować.
Wampir z zaciekawieniem spojrzał na mężczyznę, który z obrzydzeniem wykrzywiał twarz. Chińczyk próbował nie patrzyć się na to, co się przed nim działo.
- Obrzydza Cię to, Feng Li? – uśmiechnął się drwiąco Neva, przekrzywiając głowę.
- Oczywiście, że nie, Neva-sama. Nie w Twoim wykonaniu. – Zapewnił i skłonił się lekko w odpowiedzi – Ale już lepiej pójdę, mam dużo pracy – to powiedziawszy, ukłonił się i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Z całych sił próbował zatrzymać odruch wymiotny. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, by nie widzieć, jak to stworzenie delektuje się krwią. Świeże powietrze z pewnością mu w tym pomoże.
Mężczyzna, nie przestając kpiąco się uśmiechać, zerknął na Mirę. Czarnowłosy był bez reszty pogrążony w wysysaniu resztek krwi, mlaskając z zadowoleniem. Nevie zakręciło się lekko w głowie, obawiając się, że chłopak wyssie całą krew, ale wytrzymał. Na szczęście młody krwiopijca nie był na tyle spragniony i w końcu wyczerpany odczepił się od jego ręki. Znów położył się na stole i niemalże natychmiast usnął.
- Cholera, wypiłeś prawie wszystko – mruknął mężczyzna, zlizując pozostałości bordowego płynu sobie z nadgarstka – Mam nadzieję, że w zamian dostarczysz mi odrobinę rozrywki... i odpowiednią rekompensatę.
Kiedy to powiedział, owinął bandażem gojącą się powoli ranę. Miał świadomość, że blizna i tak pozostanie, nie da się pozbyć wszystkiego, ale przynajmniej chłopak przeżył. Na następny raz dwa razy pomyśli, zanim zrobi coś na tyle głupiego. Wiedział również, że Mira przyda mu się i jego wkroczenie do świata wampirów będzie miało konsekwencje. Nie tylko dla niego, również ktoś będzie tego bardzo żałować.
Zarzucił sobie śpiącego chłopaka na ramię, myśląc, że nie może już się doczekać zbliżających się wydarzeń. Towarzyszył mu przy tym zadowolony uśmiech.
*
Mira powoli uchylił powieki. Zaskoczony zauważył, że znowu jest w małym, zaciemnionym pokoju w domu Nevy. Zmarszczył brwi, nie wiedząc, dlaczego ponownie tu trafił. Próbował podnieść się z łóżka, lecz uniemożliwił mu to palący ból, płynący z zabandażowanej stopy. Zdziwiony spojrzał na opatrunek. Przeszukując w myślach wspomnienia, gorączkowo zastanawiał się, co się wydarzylo. Pamiętał, jak obudził go ostry ból, który był nie do zniesienia. Wspomnienia były niejasne, bo przysłaniało je ogromne cierpienie. Później widział, że jedzie, zapewne w jakimś samochodzie, a potem nagle znów znalazł się w domu niebieskiego wampira. Z dalszych wydarzeń wiedział tylko tyle, że nagle jego cierpienie ustąpiło i poczuł ogromną ulgę – potem widocznie znów stracił przytomność, bo na tym jego wspomnienia się urywają.
Mimo że nie pamiętał tego dokładnie, wiedział, że to właśnie Neva mu pomógł. Dlatego właśnie znów tu trafił. Był mu za to wdzięczny, jednak nie podobała mu się perspektywa, w której ma u mężczyzny dług wdzięczności. Był pewny, że wampir nie zrobił tego za darmo. Znał go krótko, ale tego typu ludzie nie robią nic dla drugiej osoby, chyba, że mają w tym ukryty cel.
Chłopak nawet nie zauważył, kiedy w pokoju znalazł się niebieskowłosy. Wyglądał okropnie, jakby uszło z niego życie. Był niesamowicie blady, nawet jak na nieżyjącego człowieka, a pod przygaśniętymi oczami miał ciemnofioletowe sińce. Opierając się o framugę drzwi, chwiał się lekko i prawie by się przewrócił, gdyby nie chwycił się w porę ręką o srebrną klamkę. Popatrzył się na chłopaka z wyrzutem.
- Wypiłeś wczoraj ze mnie prawie całą krew. Jeszcze z pół litra, a pewnie bym zahibernował – powiedział, przymykając ciężkie ze zmęczenia powieki. Podszedł do łóżka wolno i położył się długowłosemu na kolanach.
- To dlaczego mnie uratowałeś? – Spytał Mira, piorunując go wzrokiem, ale nie zrzucił go z nóg – Przecież masz jeszcze tamtego blondyna. Sam powiedziałeś, że mnie nie potrzebujesz.
- Już nie mam. Pozbyłem się go wczoraj – ziewnął, przewracając się na bok.
- Czemu? – zdziwił się szczerze.
- Stwierdziłem, że z Tobą będzie ciekawiej. – Wzruszył ramionami – Mógłbyś chociaż podziękować za uratowanie życia, a nie narzekać.
Mira westchnąwszy, podniósł dłoń i zachęcił mężczyznę, by ten usiadł koło niego. Neva uśmiechając się, podniósł się na łóżku i spojrzał wyczekująco na młodzieńca.
Chłopak klęknął przed nim i chwycił jego głowę. Przyciągnął ją sobie do szyi i szepnął:
- Mam nadzieję, że przez to będziemy kwita.
Neva uśmiechnął się drwiąco i odpowiedział:
- Chciałbyś – to powiedziawszy, spragniony wbił kły głęboko w jego szyję, trafiając idealnie w główną aortę.
*-sama - przyrostek, który używa się w stosunku do ludzi, którym należy się wielki szacunek. Jest to zwrot bardzo grzecznościowy.
Rozdział trochę krótszy, ale mam nadzieję, że mimo to się spodoba. Zapraszam do komentowania!
niedziela, 5 kwietnia 2015
Wesołych Świąt!
Jak pewnie wiecie, dzisiaj są święta Wielkanocne. A więc chciałabym życzyć wszystkim wesołego jajka i mokrego dyngusa! Wszystkiego, co najlepsze!
wtorek, 31 marca 2015
Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 3
Dzisiaj rozdział 3! Miłej lektury i jak zwykle zapraszam do komentowania!
Kiedy tak szedł korytarzem w stronę schodów, nagle kogoś zauważył. Nie wiedział, że jest tu ktoś jeszcze. Zaciekawiony podszedł bliżej, by przyjrzeć się nieznajomemu. Zobaczył młodego chłopaka, miał mniej więcej tyle lat, co Mira, może trochę więcej. Był blady, choć nie tak jak on, miał krótkie do brody blond włosy i duże, jasnozielone ślepia, które wyglądały jak szklane spodki. Skądś go kojarzył, chyba widział go wcześniej w wiosce, prawdopodobnie nawet w jego szkole. Blondyn przechodząc obok chłopaka, nawet nie zwrócił na niego uwagi, tylko minął go i wszedł do pokoju, w którym dalej przebywał Neva. Drzwi trzasnęły za nim.
Mira, nie wiedząc co o tym myśleć, tylko wzruszył ramionami i skierował się w stronę, z której przyszedł młodzieniec. Szedł dalej korytarzem, mijając kolejne obrazy i gobeliny. Dom okazał się być zaskakująco mały, ale bogato zdobiony. Ozdoby wiszące na ścianie oraz kryształowe żyrandole z pewnością do tanich nie należały. Nagle jego uwagę przykuło srebrne światło, wpadające do pomieszczenia przez średniej wielkości, odsłonięte okno, znajdujące się u końca schodów. Zszedł do niego i ciekawy zajrzał na zewnątrz. Chciał wiedzieć, czy rozpozna to miejsce.
Ku jego zdziwieniu zobaczył mała wioskę, w środku której górowała spora świątynia. Było już dawno ciemno, lecz mimo to był pewny, że jest to wioska Hisane - jego ostatnie miejsce zamieszkania. A więc cały czas znajdywał się blisko miasteczka.
Chłopak przez chwilę patrzył przez okno, zastanawiając się nad czymś. Nagle ktoś pstryknął mu palcami przed twarzą, przerywając jego przemyślenia.
- Myślałem, że uciekniesz – powiedział niebiesko włosy wampir, ze szczerym zdziwieniem w głosie - Jednak nie radziłbym Ci tego. Do wioski z tego, co wiem, nie masz po co wracać, a najbliższe miasto znajduje się paręnaście kilometrów stąd.
- Po prostu się zamyśliłem – odrzekł, opierając się o parapet – Myślałem, że nie mieszkasz tak blisko wioski.
- I tak prawie nikt tu nie przychodzi – w odpowiedzi wzruszył ramionami – Najciemniej pod latarnią.
- Co to był za chłopak? – spytał Mira, patrząc na mężczyznę przenikliwie.
- Moja poprzednia ofiara. Miał być na ten miesiąc.
Mira zastanawiał się chwilę nad czymś.
- Dlaczego zmieniasz ludzi po miesiącu? Nie lepiej byłoby mieć jednego człowieka na cały ten czas? – wydawało mu się to logiczne.
- Wiesz, niby tak, ale tak byłoby nudno, nie uważasz? – uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie, kpiący sposób i również wyjrzał przez okno – Przebywanie ciągle z jedną osobą w końcu się znudzi, dlatego trzeba sobie życie urozmaicać, w końcu będzie ono trwało w nieskończoność - w jego głosie słychać było coś na kształt... smutku.
Nareszcie wszystko stało się jasne. Pamiętał, jak mieszkańcy miasteczka wspólnie debatowali, co jest przyczyną comiesięcznych zgonów. Starszyzna wioski uważała, że to jakaś okrutna klątwa, którą pokarali nas niezadowoleni bogowie. Pamiętał, że jak przybył do Hisane, do nowej rodziny zastępczej, odprawiono na jego powitanie całonocne modły w świątyni, mające na celu oczyszczenie go ze „zła”, by i jego nie spotkały skutki przekleństwa. Odbyły się one na prośbę jego matki zastępczej, która była osobą nadzwyczaj religijną. Była sceptyczna co do jego adopcji. Z początku nie chciała się zgodzić na syna, który nie był w pełni Japończykiem, ale w końcu ustąpiła. Od razu, gdy go zobaczyła, uważała, że na pewno ma w sobie wiele „sił nieczystych”. Kiedy siedział na środku świątyni w odświętnym kimono, ze związanymi z tyłu rękoma, patrzył się drwiąco na składających modły wiernych, którzy klękając poruszali jakimiś ziołami i mówili coś w tylko im znanym języku. Według kapłana nie wiadomo, co podczas rytuału mogło się stać, więc niezbędne były tego typu środki ostrożności.
Nigdy nie wierzył ani w rzeczy paranormalne, ani w jakiegokolwiek boga – zawsze opierał się na logice. Na szczęście istniała również bardziej rozsądna część mieszkańców, która – podobnie jak on sam – uważała, że w wiosce zapanowała jakaś nieznana epidemia. Z drugiej strony podejrzana była regularna odległość między zgonami - co pasowało do tej pierwszej teorii. Koniec końców nie doszło w tej kwestii do wyjaśnienia sprawy, a obie strony pozostały przy swoich zdaniach, dalej na swój sposób próbując zapobiec comiesięcznym zagonom młodych mężczyzn. Nikt nie domyślał się, że to wszystko może być spowodowane przez niebieskowłosego wampira, który zabijał dla przyjemności, by zaspokoić swoje rządze. Zboczeniec. A może sadysta?
Mężczyzna, który jak zawsze uśmiechał się pod nosem z sobie tylko znanego powodu, przeciągnął się i wrócił do pokoju. Po chwili z pomieszczenia zaczęły dobiegać głośne okrzyki bólu i jęki. Mira wzdrygnął się i skrzywił. Było mu żal chłopaka, lecz nie do tego stopnia, bu rzucić mu się na ratunek. Wiedział, że nie miałby szans z o wiele starszym i bardziej doświadczonym mężczyzną. Jednak dzięki temu zyskał idealną okazję na opuszczenie tego miejsca.
Starając się być jak najciszej, skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Zignorował ostrzeżenie wampira i wyszedł na zewnątrz, kombinując, co robić dalej.
Znajdował się w znajomym lesie. Kilka razy przyjeżdżał tutaj na rowerze, gdy szukał spokoju albo uciekł z lekcji i nie chciał, by ktokolwiek go zobaczył. Gąszcz był oddalony od Hisane o około 7 kilometrów – nie było to daleko, więc nie miał z tym żadnych problemów. Po za tym rzadko kiedy ktoś za nim tu przychodził, gdyż las cieszył się złą sławą wśród ludzi z wioski – podobno był przeklęty i nawiedzony przez złe duchy, czy coś takiego. Ci ludzie byli jacyś przewrażliwieni na punkcie klątw i rzeczy paranormalnych, lecz Mira tylko na tym korzystał, śmiejąc się z ich głupoty. Podobnie Neva. Dziwiło go tylko to, że będąc tutaj tak wiele razy nie zauważył tak dużego domu.
Młodzieniec dobrze wiedział, że w każdej chwili może wrócić do wioski, ale był również świadomy tego, że nie wolno mu tego robić. Oficjalnie przecież umarł. Byłyby zapewne kłopoty, gdyby zobaczył go teraz ktoś z mieszkańców. Nie żeby go jakoś ciągnęło do dawnego życia, ale po prostu musiał wymyślić, co robić dalej. Z Nevą nie miał zamiaru zostawać, więc pozostało mu tylko znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby przesypiać dzień – nie uśmiechała mu się perspektywa zakończenia, dopiero co odzyskanego, żywota przez spalenie się na słońcu.
Westchnąwszy, ruszył na południe. Wiedział, że gdzieś z 15 kilometrów stąd znajduje się Makari, całkiem spore miasto, o którym wspomniał Neva. Nigdy wcześniej w nim nie był, ale słyszał o nim od ludzi z klasy, którzy co jakiś czas planowali się do niego wybrać. Nie znał do niego drogi, lecz był pewny, że idąc cały czas prosto, w końcu trafi na tabliczkę z nazwą miasta albo przynajmniej wyjdzie na jakąś drogę. Mógłby w nim zamieszkać i rozpocząć swoje życie na nowo. Z dala od wszystkiego co zna, z dala od starego życia – zostawić wspomnienia za sobą. Z tym postanowieniem ruszył w drogę, chociaż wiedział, że ryzykuje. Miał nadzieję, że zdąży przed wschodem słońca.
Szedł dosyć długo, co chwilę zwalniając. Wędrówka dawała mu się we znaki nie ze zmęczenia, a z powodu braku butów. Ten niebiesko włosy drań nie dał mu żadnych, przez co igły z drzew boleśnie wbijały mu się w nagie stopy. Nie wiedział jak długo szedł, ani o której wyruszył, więc z zaskoczeniem patrzył, jak niebo coraz bardziej się rozjaśnia. Wydawało mu się, że zostało mu więcej czasu przed wschodem.
,,Cholera – przeklął w duchu, przymykając powieki ze zmęczenia – Będę musiał znaleźć jakąś kryjówkę.”
Wyczerpany przyspieszył, by jak najszybciej odnaleźć jakieś schronienie. Nie znał za dobrze tej części lasu, nigdy w niej nie był, więc nie wiedział czy takowe tu będzie. Las nie był zbyt gęsty, więc światło z pewnością łatwo przedostanie się przez korony drzew. Idąc dalej do przodu, coraz szybciej tracił energie. Przez to coraz częściej przystawał, by odpocząć, a oczy same mu się zamykały. Był zdziwiony, że tak szybko się zmęczył – widocznie jako wampir męczył się szybciej, by zasnąć zanim wzejdzie słońce. Chłopak był pewny, że za chwilę padnie na ziemię i po prostu uśnie, nie przejmując się konsekwencjami. Wiedział, że nie może tego zrobić, ale jego ciało stawało się coraz słabsze.
W końcu był zbyt wycieńczony, by kontynuować wędrówkę. Zdesperowany rozejrzał się w poszukiwaniu jak najbardziej zasłoniętego miejsca. W końcu zauważył wielki krzak, pod którym było sporo przestrzeni i był pewny, że zdoła się tam zmieścić. Chwiejąc się lekko, podszedł do niego i położył się pod nim. Niemalże od razu zasnął, mając nadzieję, że to wystarczy mu na schronienie przed zbliżającymi się, ciepłymi promieniami wschodzącego słońca.
Na razie tyle! Do przeczytania w kolejnej notce! :3
