Zapraszam na kolejną notkę. Mam nadzieję, że się spodoba :3
Do domu wszedł młody Chińczyk w czarnym garniturze, z długimi czarnymi włosami i ciemnobrązowymi oczami. Z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy, niósł w ramionach coś na kształt człowieka. Istota wyglądała okropnie. Niegdyś spokojne oblicze teraz wykrzywiało się w okropnym grymasie. Po brodzie ściekała ślina, a kły wydłużyły się nienaturalnie, raniąc usta.
Stworzenie desperacko próbowało się wyrywać, lecz silne ramiona z łatwością to uniemożliwiały. Na nodze widniała rozległa rana, przypominająca trochę poważne poparzenie, z której nieustannie sączyła się bordowa posoka. Skóra na niej była cała zwęglona i syczała cicho. Za każdym razem, kiedy krzyczało z bólu, niczym zraniony drapieżnik, dostawało mocno w brzuch, co uspokajało je na moment. Mężczyzna wolnym krokiem poszedł do kuchni i położył to coś na stole, a raczej rzucił, po czym obrócił się w stronę właściciela mieszkania.
Niebieskowłosy wstał z krzesła i uśmiechając się kpiąco, spojrzał na wijącego się z bólu chłopaka. Oczy ofiary wskazywały na to, że nie jest on do końca świadomy, co się wokół niego dzieje.
- Dlaczego kazałeś mi go uratować, Neva-sama*? – Spytał długowłosy Chińczyk, kłaniając się nisko. – Przecież i tak się go pozbędziesz. Nie lepiej byłoby go tam zostawić? Nie pobrudziłbyś sobie rąk tym czymś Splunął zdegustowany.
- Stwierdziłem, że tak będzie ciekawiej – błysnął kłami i podniósł nadgarstek do ust. Rozciął sobie na nim skórę, po czym podszedł do jęczącego chłopaka. Krew ściekała powoli, więc zniecierpliwiony rozszerzył rozcięcie paznkociami i polał ją w końcu na świeżą ranę po poparzeniu słonecznym na stopie. Bordowa ciecz, zalewając miejsce oparzenia, przynosiła młodzieńcowi ogromną ulgę. Uwolniony z katorgii Mira, przestał krzyczeć i przymknął powieki, kuląc się.
Neva przyłożył mu do ust drugą rękę. Spragniony chłopak od razu, wyczuwszy źródło posiłku, chwycił mocno nadgarstek i łapczywie wbił w niego kły. W miarę, kiedy wysysał coraz więcej czerwonego płynu, jego organizm szybciej się odnawiał. Ugaszenie pragnienia z pewnością pomoże mu się do końca zregenerować.
Wampir z zaciekawieniem spojrzał na mężczyznę, który z obrzydzeniem wykrzywiał twarz. Chińczyk próbował nie patrzyć się na to, co się przed nim działo.
- Obrzydza Cię to, Feng Li? – uśmiechnął się drwiąco Neva, przekrzywiając głowę.
- Oczywiście, że nie, Neva-sama. Nie w Twoim wykonaniu. – Zapewnił i skłonił się lekko w odpowiedzi – Ale już lepiej pójdę, mam dużo pracy – to powiedziawszy, ukłonił się i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Z całych sił próbował zatrzymać odruch wymiotny. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce, by nie widzieć, jak to stworzenie delektuje się krwią. Świeże powietrze z pewnością mu w tym pomoże.
Mężczyzna, nie przestając kpiąco się uśmiechać, zerknął na Mirę. Czarnowłosy był bez reszty pogrążony w wysysaniu resztek krwi, mlaskając z zadowoleniem. Nevie zakręciło się lekko w głowie, obawiając się, że chłopak wyssie całą krew, ale wytrzymał. Na szczęście młody krwiopijca nie był na tyle spragniony i w końcu wyczerpany odczepił się od jego ręki. Znów położył się na stole i niemalże natychmiast usnął.
- Cholera, wypiłeś prawie wszystko – mruknął mężczyzna, zlizując pozostałości bordowego płynu sobie z nadgarstka – Mam nadzieję, że w zamian dostarczysz mi odrobinę rozrywki... i odpowiednią rekompensatę.
Kiedy to powiedział, owinął bandażem gojącą się powoli ranę. Miał świadomość, że blizna i tak pozostanie, nie da się pozbyć wszystkiego, ale przynajmniej chłopak przeżył. Na następny raz dwa razy pomyśli, zanim zrobi coś na tyle głupiego. Wiedział również, że Mira przyda mu się i jego wkroczenie do świata wampirów będzie miało konsekwencje. Nie tylko dla niego, również ktoś będzie tego bardzo żałować.
Zarzucił sobie śpiącego chłopaka na ramię, myśląc, że nie może już się doczekać zbliżających się wydarzeń. Towarzyszył mu przy tym zadowolony uśmiech.
*
Mira powoli uchylił powieki. Zaskoczony zauważył, że znowu jest w małym, zaciemnionym pokoju w domu Nevy. Zmarszczył brwi, nie wiedząc, dlaczego ponownie tu trafił. Próbował podnieść się z łóżka, lecz uniemożliwił mu to palący ból, płynący z zabandażowanej stopy. Zdziwiony spojrzał na opatrunek. Przeszukując w myślach wspomnienia, gorączkowo zastanawiał się, co się wydarzylo. Pamiętał, jak obudził go ostry ból, który był nie do zniesienia. Wspomnienia były niejasne, bo przysłaniało je ogromne cierpienie. Później widział, że jedzie, zapewne w jakimś samochodzie, a potem nagle znów znalazł się w domu niebieskiego wampira. Z dalszych wydarzeń wiedział tylko tyle, że nagle jego cierpienie ustąpiło i poczuł ogromną ulgę – potem widocznie znów stracił przytomność, bo na tym jego wspomnienia się urywają.
Mimo że nie pamiętał tego dokładnie, wiedział, że to właśnie Neva mu pomógł. Dlatego właśnie znów tu trafił. Był mu za to wdzięczny, jednak nie podobała mu się perspektywa, w której ma u mężczyzny dług wdzięczności. Był pewny, że wampir nie zrobił tego za darmo. Znał go krótko, ale tego typu ludzie nie robią nic dla drugiej osoby, chyba, że mają w tym ukryty cel.
Chłopak nawet nie zauważył, kiedy w pokoju znalazł się niebieskowłosy. Wyglądał okropnie, jakby uszło z niego życie. Był niesamowicie blady, nawet jak na nieżyjącego człowieka, a pod przygaśniętymi oczami miał ciemnofioletowe sińce. Opierając się o framugę drzwi, chwiał się lekko i prawie by się przewrócił, gdyby nie chwycił się w porę ręką o srebrną klamkę. Popatrzył się na chłopaka z wyrzutem.
- Wypiłeś wczoraj ze mnie prawie całą krew. Jeszcze z pół litra, a pewnie bym zahibernował – powiedział, przymykając ciężkie ze zmęczenia powieki. Podszedł do łóżka wolno i położył się długowłosemu na kolanach.
- To dlaczego mnie uratowałeś? – Spytał Mira, piorunując go wzrokiem, ale nie zrzucił go z nóg – Przecież masz jeszcze tamtego blondyna. Sam powiedziałeś, że mnie nie potrzebujesz.
- Już nie mam. Pozbyłem się go wczoraj – ziewnął, przewracając się na bok.
- Czemu? – zdziwił się szczerze.
- Stwierdziłem, że z Tobą będzie ciekawiej. – Wzruszył ramionami – Mógłbyś chociaż podziękować za uratowanie życia, a nie narzekać.
Mira westchnąwszy, podniósł dłoń i zachęcił mężczyznę, by ten usiadł koło niego. Neva uśmiechając się, podniósł się na łóżku i spojrzał wyczekująco na młodzieńca.
Chłopak klęknął przed nim i chwycił jego głowę. Przyciągnął ją sobie do szyi i szepnął:
- Mam nadzieję, że przez to będziemy kwita.
Neva uśmiechnął się drwiąco i odpowiedział:
- Chciałbyś – to powiedziawszy, spragniony wbił kły głęboko w jego szyję, trafiając idealnie w główną aortę.
*-sama - przyrostek, który używa się w stosunku do ludzi, którym należy się wielki szacunek. Jest to zwrot bardzo grzecznościowy.
Rozdział trochę krótszy, ale mam nadzieję, że mimo to się spodoba. Zapraszam do komentowania!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz