Zapraszam do kolejnego rozdziału!
- Umowa brzmi tak - powiedział niebieskowłosy, nonszalancko opierając się o ścianę. Patrzył się na ciemnowłosego chłopaka, który stał przed łóżkiem, z kpiącym uśmiechem - Jeżeli mnie przekonasz, by darować Ci życie, z przyjemnością to uczynię. Będziesz robił, co tylko zechcę przez ten miesiąc - mówił uroczystym tonem, wyraźnie powstrzymując się przed śmiechem - A ja nawet będę skłonny pomóc Ci finansowo. Jednakże - zaznaczył, ignorując niedowierzające spojrzenie ciemnozielonych oczu - na to będziesz musiał bardziej się postarać.
Mira podejrzewał, o co może nu chodzić. Nie do końca mu się to podobało, ale to chyba jest niewielka cena za przeżycie. Mężczyzna zapewne nie miał w zwyczaju pozwalać komuś żyć, a co dopiero komuś pomagać.
- A więc jak? Umowa stoi? - zapytał, uważnie spoglądając na młodego wampira.
Chłopak usiadł przed Nevą na pościeli. Uniósł wzrok i spojrzał w błękitne ślepia. Mężczyzna musiał mieć jakiś ukryty motyw. Charakterystyczny uśmiech nadal widniał na ustach.
- Stoi - westchnął ciężko, wiedząc, że i tak nie ma wyboru. Niech będzie, co ma być.
- Więc wiesz, co robić - przyciągnął jego twarz do swojego kroku i zaśmiał się, kiedy chłopak się wzdrygnął.
*
Ten miesiąc zdawał się być najdłuższy w całym jego życiu. Te paręnaście dni dłużyły się, i dłużyły, aż w końcu minęły, a Mira odetchnął z ulgą - Neva nareszcie pozwolił mu wyjechać. Przemilczał fakt, że błękitnowłosy puścił go za późno, ale nie zaprotestował – gdyby za bardzo wyrażał swój przeciw, mężczyzna mógłby zmienić zdanie, a do tego nie miał zamiaru doprowadzić. Kiedy tylko miał wykonać jakiś ,,rozkaz", który do normalnych nie należał, zaciskał tylko zęby i jakoś wytrzymywał.
Jednak w drugiej części umowy musiał przyznać, że Neva dotrzymał słowa. Dał mu namiary na zaprzyjaźnionego fałszerza dokumentów, który spisał się bardzo dobrze. Wampir nawet opłacił dokumenty, chociaż tanie nie były – a Mira słono za to odpłacił. Przynajmniej nie musiał się martwić o papiery. Chłopak nie miał pojęcia, że Neva jest w stanie tyle zapłacić za jego ciało. Starczyło nawet na opłacenie małego mieszkania w Makari, ale za nie musiał zrobić coś więcej. Praktycznie nie miał do niego żadnych wyrzutów.
Mira nie miał zamiaru znów skończyć z oparzeniem słonecznym – teraz już nikt by mu nie pomógł – więc poprosił wampira o radę, jak najszybciej dostać się do miasta. Mężczyzna pokazał mu na mapie skrót, dzięki któremu jego wędrówka była o wiele krótsza niż poprzednio. Przeklinał własną głupotę za ostatnią podróż i na szczęście nie miał powtórki z rozrywki.
Kiedy nareszcie dotarł do miasta, zobaczył zupełnie inny świat. Mimo że miał siedemnaście lat, dawno nie widział tak dużego i dobrze rozwiniętego miasta. Każda rodzina, która go przygarnęła, mieszkała w oddalonych od siebie miejscach, ale zawsze były to małe, odseparowane od reszty kraju wioski. Ostatni raz miał okazję odwiedzić większe miasto jeszcze przed śmiercią rodziców.
Zafascynowany chłopak wpatrywał się w kolorowe billboardy, które migocząc, witały turystów, mieniące się światła i jeżdżące co chwilę samochody. Zupełnie inny świat. Tu, jak ktoś jest chory to idzie się do lekarza, a nie odprawia się rytuały w świątyni.
Mijał kolejne budynki, każdemu przyglądając się z osobna. Budowle były bardzo wysokie, a na ulicach nie brakowało ludzi, mimo że już dawno było ciemno.
W końcu skręcił w odpowiednią uliczkę i znalazł się w zupełnie innej dzielnicy. Wyglądała ona jak piekło w porównaniu z tym, co zastał wchodząc do miejscowości. Były tu brudne bloki, walały się wszędzie porozrzucane śmieci, a przy ścianach stały kobiety ubrane w obcisłe i krótkie sukienki. Nie mógł uwierzyć, że to nadal to samo miasto.
Kiedy dotarł pod blok, w którym miał wynajęte mieszkanie, na jego powitanie wyszedł mężczyzna w podeszłym wieku. Było już grubo po północy, więc trochę go to zdziwiło. Widocznie Neva musiał go uprzedzić, że będzie późno.
Staruszek opierając się o drewnianą laskę, dał mu trzy klucze i zaprowadził pod drzwi jego mieszkania. Podał mu poplamiony regulamin bloku i wychodząc, obiecał, że wkrótce poda mu ostateczną datę, do kiedy ma zapłacić wszystkie rachunki.
Chłopak westchnąwszy, wszedł do mieszkania. Mimo że Neva zapłacił za wynajem, za czynsz będzie musiał zapłacić sam. Nie była to wysoka kwota, czego nie można się dziwić, biorąc pod uwagę okolicę, w jakiej się znajduje. Niestety nie miał nawet pracy, by zapłacić tą sumę. Będzie musiał ją jak najszybciej znaleźć. Jutro jej poszuka.
Mira powoli wszedł do salonu, zapalając po drodze światło. Blada poświata oświetliła pomieszczenie, ukazując szare ściany i kilka mebli stojących na bladozielonym dywanie. Zgodnie z obietnicą starca w oknach wisiały grube, ciemne kotary. Chłopak miał fałszywe zaświadczenie od lekarza, że cierpi na fotodermatozę, czyli na alergię na światło słoneczne. Dzięki temu nikt nie będzie się dziwił, że wychodzi tylko w nocy. Niezły pomysł.
Był trochę zmęczony, więc usiadł na brązowej kanapie. Opierając się o oparcie, zamknął oczy. Miał zamiar trochę się zdrzemnąć, w końcu trochę dzisiaj przeszedł, lecz zniszczyło jego plany energiczne pukanie do drzwi. Zdziwiony wstał i marszcząc czoło, zastanawiał się, kto może czegoś od niego chcieć o tak późnej porze. Pomyślał, że to pewnie starzec zapomniał mu o czymś wspomnieć, więc zrezygnowany otworzył drzwi.
W wejściu stał młody chłopak, prawdopodobnie gdzieś w jego wieku, może trochę starszy. Był blady, prawie jak on sam, miał bordowe włosy, które sięgały mu do ramion i ciemne tęczówki. Na głowie miał czarny kaptur z czarnymi kocimi uszami, które zaskoczyły Mirę. To dziewczyna?
Chłopak błyskając śnieżnobiałymi zębami, pierwszy się odezwał.
- Yo – przywitał się, machając ręką na powitanie – Jestem Gazuki Karemi, ale możesz na mnie mówić Kami. Miło Cię poznać. – Podał mu dłoń z pomalowanymi na czarno paznkociami.
- Yureimi Mira. Mi również miło Cię poznać – zignorował podaną mu dłoń, opierając się o framugę drzwi. - Chciałeś czegoś? - spytał protensjonalnym tonem, chcąc spławić intruza.
- Mieszkam obok, więc pomyślałem, że pójdę się przywitać – wyjaśnił swoją wizytę niezrażony, uśmiechając się przyjaźnie.
,,O tej porze?” – zdziwił się w myślach.
Karemi dalej stał w drzwiach, uśmiechając się przyjaźnie. Widocznie czekał, aż Mira go wpuści i nie miał zamiaru ustąpić. Westchnął w duchu, mając nadzieję, że jego sąsiad szybko stąd pójdzie. Naprawdę liczył na szybki odpoczynek.
- Wejdź. – Zaprosił go do środka, patrząc się na uśmiechniętego młodzieńca podejrzliwie.
Zadowolony chłopak wszedł do mieszkania i rozglądnął się wokół. Zobaczywszy grube zasłony, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Jego źrenice rozszerzyły się.
- Pewnie nie lubisz słońca – powiedział, wskazując na granatowe kotary – Jesteś uczulony?
- Mam fotodermatozę – odpowiedział, opierając się o ścianę i wpatrując się w chłopaka bez wyrazu. Kiedy on wreszcie stąd pójdzie?
- Hm… czyli nie możesz wychodzić za dnia? – Rozglądał się dalej, z uśmiechem na twarzy – Jak wampir.
Mira zignorował to stwierdzenie, przewracając oczami.
- Co Cię do mnie sprowadza o tej porze? Normalni ludzie o tej porze śpią – podkreślił pierwsze słowo.
- A kto powiedział, że jestem normalny? – zaśmiał się, przerzucając włosy na drugie ramię, odsłaniając w ten sposób swoją jasną szyję. Odwrócił się do chłopaka tyłem, dalej rozglądając się po pokoju. Czego on w nim szukał?
Mira zobaczywszy odsłoniętą zachęcająco szyję, przełknął głośno ślinę. Gardło zaczęło go mocno piec, domagając się ugaszenia pragnienia. Przejechał językiem po wydłużających się kłach.
Nie pamiętał kiedy ostatnio się pożywiał, lecz z pewnością było to jakiś czas temu, przez co trudno było mu się kontrolować. Pragnienie boleśnie nie pozwalało o sobie zapomnieć, wzrastając coraz bardziej.
Pomyślał, że Karemi może zostać jego pierwszą ofiarą. Jak zmieni go w wampira to ten będzie mu posłuszny, tak, jak on nie mógł się sprzeciwić Nevie. Dzięki temu przez jakiś czas będzie miał zapewniony zapas krwi i nie będzie musiał szukać ofiary. Szczęście wreszcie się do niego uśmiechnęło, chyba po raz pierwszy w jego życiu.
Chłopak powoli zbliżył się do Karemi’ego. Nie miał pojęcia, jak to będzie wyglądać, ale nie przestawał. Chwycił go mocno za szczupłe ramiona i przyciągnął do siebie. Spodziewał się oporu, krzyku, czy podobnej reakcji, ale nic takiego się nie wydarzyło. Zdziwiony chwycił go za ręce, uniemożliwiając mu ucieczkę, lecz coś mu nie pasowało. Zauważył, że ręce młodzieńca nie są ciepłe, tak, jak się tego spodziewał – miały taką samą temperaturę jak jego własne. Zdezorientowany spojrzał na chłopaka, który nie wykazywał ani grama zaskoczenia – tylko patrzył na niego, nadal uśmiechając się delikatnie.
- Wybacz, ale mam już pana – powiedział spokojnie, niezrażony tym, że przed chwilą chłopak chciał go zabić.
Mira puścił czerwonowłosego i zaklął w duchu. Nici z jego szczęścia. Dziś nie znalazł posiłku.
- Przepraszam – mruknął cicho, unikając jego spojrzenia.
- Nie szkodzi – machnął ręką lekceważąco – Musisz być młody, skoro nie zauważyłeś, że ja również jestem wampirem – pocieszył, klepiąc go po ramieniu – A tak w ogóle, to kto Cię stworzył? – spytał z zaciekawieniem, przekrzywiając zabawnie głowę.
- Taki jeden, mieszka niedaleko stąd – wzruszył ramionami, niezainteresowany zbytnio rozmową. W tej chwili chciało mu się pić, a nie prowadzić głupią konwersację – Mikura Neva.
- Mikura Neva? TEN Mikura? Drugi? – Otworzył szeroko oczy zaskoczony, lecz szybko się zreflektował – Proszę o wybaczenie. – Ukląkł przed nim, pochylając nisko głowę – Nie miałem pojęcia.
- Haa? – Mira patrzył ze zdziwieniem na klęczącego przed nim chłopaka – Drugi?
Czekam na kolejny, świetne owo
OdpowiedzUsuń