wtorek, 31 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 3

  Dzisiaj rozdział 3! Miłej lektury i jak zwykle zapraszam do komentowania!

Kiedy tak szedł korytarzem w stronę schodów, nagle kogoś zauważył. Nie wiedział, że jest tu ktoś jeszcze. Zaciekawiony podszedł bliżej, by przyjrzeć się nieznajomemu. Zobaczył młodego chłopaka, miał mniej więcej tyle lat, co Mira, może trochę więcej. Był blady, choć nie tak jak on, miał krótkie do brody blond włosy i duże, jasnozielone ślepia, które wyglądały jak szklane spodki. Skądś go kojarzył, chyba widział go wcześniej w wiosce, prawdopodobnie nawet w jego szkole. Blondyn przechodząc obok chłopaka, nawet nie zwrócił na niego uwagi, tylko minął go i wszedł do pokoju, w którym dalej przebywał Neva. Drzwi trzasnęły za nim.
  Mira, nie wiedząc co o tym myśleć, tylko wzruszył ramionami i skierował się w stronę, z której przyszedł młodzieniec. Szedł dalej korytarzem, mijając kolejne obrazy i gobeliny. Dom okazał się być zaskakująco mały, ale bogato zdobiony. Ozdoby wiszące na ścianie oraz kryształowe żyrandole z pewnością do tanich nie należały.  Nagle jego uwagę przykuło srebrne światło, wpadające do pomieszczenia przez średniej wielkości, odsłonięte okno, znajdujące się u końca schodów.  Zszedł do niego i ciekawy zajrzał na zewnątrz. Chciał wiedzieć, czy rozpozna to miejsce.
  Ku jego zdziwieniu zobaczył mała wioskę, w środku której górowała spora świątynia. Było już dawno ciemno, lecz mimo to był pewny, że jest to wioska Hisane - jego ostatnie miejsce zamieszkania. A więc cały czas znajdywał się blisko miasteczka.
  Chłopak przez chwilę patrzył przez okno, zastanawiając się nad czymś. Nagle ktoś pstryknął mu palcami przed twarzą, przerywając jego przemyślenia.
- Myślałem, że uciekniesz – powiedział niebiesko włosy wampir, ze szczerym zdziwieniem w głosie - Jednak nie radziłbym Ci tego. Do wioski z tego, co wiem, nie masz po co wracać, a najbliższe miasto znajduje się paręnaście kilometrów stąd.
- Po prostu się zamyśliłem – odrzekł, opierając się o parapet – Myślałem, że nie mieszkasz tak blisko wioski.
- I tak prawie nikt tu nie przychodzi – w odpowiedzi wzruszył ramionami – Najciemniej pod latarnią.
- Co to był za chłopak? – spytał Mira, patrząc na mężczyznę przenikliwie.
- Moja poprzednia ofiara. Miał być na ten miesiąc.
  Mira zastanawiał się chwilę nad czymś.
- Dlaczego zmieniasz ludzi po miesiącu? Nie lepiej byłoby mieć jednego człowieka na cały ten czas? – wydawało mu się to logiczne.
- Wiesz, niby tak, ale tak byłoby nudno, nie uważasz? – uśmiechnął się w charakterystyczny dla siebie, kpiący sposób i również wyjrzał przez okno – Przebywanie ciągle z jedną osobą w końcu się znudzi, dlatego trzeba sobie życie urozmaicać, w końcu będzie ono trwało w nieskończoność  - w jego głosie słychać było coś na kształt... smutku.
  Nareszcie wszystko stało się jasne. Pamiętał, jak mieszkańcy miasteczka wspólnie debatowali, co jest przyczyną comiesięcznych zgonów. Starszyzna wioski uważała, że to jakaś okrutna klątwa, którą pokarali nas niezadowoleni bogowie.  Pamiętał, że jak przybył do Hisane, do nowej rodziny zastępczej, odprawiono na jego powitanie całonocne modły w świątyni, mające na celu oczyszczenie go ze „zła”, by i jego nie spotkały skutki przekleństwa. Odbyły się one na prośbę jego matki zastępczej, która była osobą nadzwyczaj religijną. Była sceptyczna co do jego adopcji. Z początku nie chciała się zgodzić na syna, który nie był w pełni Japończykiem, ale w końcu ustąpiła. Od razu, gdy go zobaczyła, uważała, że na pewno ma w sobie wiele „sił nieczystych”. Kiedy siedział na środku świątyni w odświętnym kimono, ze związanymi z tyłu rękoma, patrzył się drwiąco na składających modły wiernych, którzy klękając poruszali jakimiś ziołami i mówili coś w tylko im znanym języku. Według kapłana nie wiadomo, co podczas rytuału mogło się stać, więc niezbędne były tego typu środki ostrożności.
  Nigdy nie wierzył ani w rzeczy paranormalne, ani w jakiegokolwiek boga – zawsze opierał się na logice. Na szczęście istniała również bardziej rozsądna część mieszkańców, która – podobnie jak on sam – uważała, że w wiosce zapanowała jakaś nieznana epidemia. Z drugiej strony podejrzana była regularna odległość między zgonami - co pasowało do tej pierwszej teorii. Koniec końców nie doszło w tej kwestii do wyjaśnienia sprawy, a obie strony pozostały przy swoich zdaniach, dalej na swój sposób próbując zapobiec comiesięcznym zagonom młodych mężczyzn. Nikt nie domyślał się, że to wszystko może być spowodowane przez niebieskowłosego wampira, który zabijał dla przyjemności, by zaspokoić swoje rządze. Zboczeniec. A może sadysta?
  Mężczyzna, który jak zawsze uśmiechał się pod nosem z sobie tylko znanego powodu, przeciągnął się i wrócił do pokoju. Po chwili z pomieszczenia zaczęły dobiegać głośne okrzyki bólu i jęki. Mira wzdrygnął się i skrzywił. Było mu żal chłopaka, lecz nie do tego stopnia, bu rzucić mu się na ratunek. Wiedział, że nie miałby szans z o wiele starszym i bardziej doświadczonym mężczyzną. Jednak dzięki temu zyskał idealną okazję na opuszczenie tego miejsca.
  Starając się być jak najciszej, skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Zignorował ostrzeżenie wampira i wyszedł na zewnątrz, kombinując, co robić dalej.
  Znajdował się w znajomym lesie. Kilka razy przyjeżdżał tutaj na rowerze, gdy szukał spokoju albo uciekł z lekcji i nie chciał, by ktokolwiek go zobaczył. Gąszcz był oddalony od Hisane o około 7 kilometrów – nie było to daleko, więc nie miał z tym żadnych problemów. Po za tym rzadko kiedy ktoś za nim tu przychodził, gdyż las cieszył się złą sławą wśród ludzi z wioski – podobno był przeklęty i nawiedzony przez złe duchy, czy coś takiego. Ci ludzie byli jacyś przewrażliwieni na punkcie klątw i rzeczy paranormalnych, lecz Mira tylko na tym korzystał, śmiejąc się z ich głupoty. Podobnie Neva. Dziwiło go tylko to, że będąc tutaj tak wiele razy nie zauważył tak dużego domu.
  Młodzieniec dobrze wiedział, że w każdej chwili może wrócić do wioski, ale był również świadomy tego, że nie wolno mu tego robić. Oficjalnie przecież umarł. Byłyby zapewne kłopoty, gdyby zobaczył go teraz ktoś z mieszkańców. Nie żeby go jakoś ciągnęło do dawnego życia, ale po prostu musiał wymyślić, co robić dalej. Z Nevą nie miał zamiaru zostawać, więc pozostało mu tylko znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby przesypiać dzień – nie uśmiechała mu się perspektywa zakończenia, dopiero co odzyskanego, żywota przez spalenie się na słońcu.
  Westchnąwszy, ruszył na południe. Wiedział, że gdzieś z 15 kilometrów stąd znajduje się Makari, całkiem spore miasto, o którym wspomniał Neva. Nigdy wcześniej w nim nie był, ale słyszał o nim od ludzi z klasy, którzy co jakiś czas planowali się do niego wybrać. Nie znał do niego drogi, lecz był pewny, że idąc cały czas prosto, w końcu trafi na tabliczkę z nazwą miasta albo przynajmniej wyjdzie na jakąś drogę. Mógłby w nim zamieszkać i rozpocząć swoje życie na nowo. Z dala od wszystkiego co zna, z dala od starego życia – zostawić wspomnienia za sobą. Z tym postanowieniem ruszył w drogę, chociaż wiedział, że ryzykuje. Miał nadzieję, że zdąży przed wschodem słońca.

  Szedł dosyć długo, co chwilę zwalniając. Wędrówka dawała mu się we znaki nie ze zmęczenia, a z powodu braku butów. Ten niebiesko włosy drań nie dał mu żadnych, przez co igły z drzew boleśnie wbijały mu się w nagie stopy. Nie wiedział jak długo szedł, ani o której wyruszył, więc z zaskoczeniem patrzył, jak niebo coraz bardziej się rozjaśnia. Wydawało mu się, że zostało mu więcej czasu przed wschodem.
  ,,Cholera – przeklął w duchu, przymykając powieki ze zmęczenia – Będę musiał znaleźć jakąś kryjówkę.”
  Wyczerpany przyspieszył, by jak najszybciej odnaleźć jakieś schronienie. Nie znał za dobrze tej części lasu, nigdy w niej nie był, więc nie wiedział czy takowe tu będzie. Las nie był zbyt gęsty, więc światło z pewnością łatwo przedostanie się przez korony drzew. Idąc dalej do przodu, coraz szybciej tracił energie. Przez to coraz częściej przystawał, by odpocząć, a oczy same mu się zamykały. Był zdziwiony, że tak szybko się zmęczył – widocznie jako wampir męczył się szybciej, by zasnąć zanim wzejdzie słońce. Chłopak był pewny, że za chwilę padnie na ziemię i po prostu uśnie, nie przejmując się konsekwencjami. Wiedział, że nie może tego zrobić, ale jego ciało stawało się coraz słabsze.
  W końcu był zbyt wycieńczony, by kontynuować wędrówkę. Zdesperowany rozejrzał się w poszukiwaniu jak najbardziej zasłoniętego miejsca. W końcu zauważył wielki krzak, pod którym było sporo przestrzeni i był pewny, że zdoła się tam zmieścić. Chwiejąc się lekko, podszedł do niego i położył się pod nim. Niemalże od razu zasnął, mając nadzieję, że to wystarczy mu na schronienie przed zbliżającymi się, ciepłymi promieniami wschodzącego słońca.

Na razie tyle! Do przeczytania w kolejnej notce! :3

wtorek, 24 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 2

Wreszcie zaczyna się coś dziać! Miłego czytania i zapraszam do komentowania!


Mężczyzna rozebrał chłopaka do końca i niedbale zrzucił kimono gdzieś na podłogę. Przesuwał szczupłymi dłońmi po jego udach i biodrach, badając jego jasną jak śnieg skórę. Wiedział, że podczas „hipnozy” Mira będzie reagował o wiele słabiej niż normalnie, dlatego będzie musiał się bardziej postarać. Uśmiechnął się. Lubił takie wyzwania.
Rękoma sięgnął do jego dołu. Bez zbędnych ceregieli, złapał jego członek i zaczął delikatnie go pocierać. Chłopak drgnął lekko, lecz dalej wykonywał dany mu rozkaz. Neva powoli przesuwał dłonią w górę, i w dół, sprawiając młodzieńcowi dawkę przyjemności, którą odczuwał mimo stanu, w jakim się znajdował. Jego jęki były dosyć ciche, ale jednak były, co było i tak zaskakujące. Widocznie Mira był bardzo wrażliwy. Mężczyzna uśmiechając się pod nosem, kontynuował swoje działania, z czasem przyspieszając ruchy ręką.
Druga ręka sięgnęła do sutków chłopaka. Przesuwała po nich delikatnie, gdy druga wciąż nie przestawała pieścić jego członka. Zaczęła pocierać jego sutek między palcami, czemu towarzyszyła kolejna seria pojękiwań, które towarzyszyły odgłosom ssania. Chwilę później Neva oderwał się od ust młodzieńca i językiem zaczął lizać jego sutki, przygryzając je co chwilę delikatnie. Ssał je i lizał okrężnymi ruchami, a pojękiwania stawały się coraz głośniejsze.
Z czasem z zadowoleniem poczuł jak penis twardnieje w jego dłoni, a chłopak z odgłosami rozkoszy, kładzie mu głowę na ramionach. Dalej nie przerywał wprawnych ruchów dłonią, z satysfakcją czując, jak Miry staje się coraz większy i cieplejszy. Oblizał usta i powoli położył partnera na materacu, wpatrując się w jego przymknięte z przyjemności powieki. Po jego reakcjach wywnioskował, że robił to zapewne pierwszy raz. Uśmiechnął się i przyłożył do swojej rany na szyi dwa palce. Upewnił się, że są całe umoczone we krwi i podsunął je chłopakowi, który łapczywie chwycił je mocno i zaczął lizać, a następnie ssać. Gdy nie pozostała na nich nawet kropla krwi, zabrał je od ust Miry i podniósł powoli jego biodra, ułatwiając sobie w ten sposób dostęp. Delikatnie wsunął palce pomiędzy jego pośladki, czemu towarzyszył głośny jęk. Powoli zaczął nimi lekko poruszać, próbując jak najlepiej przygotować Mirę na coś znacznie większego.
Kiedy poczuł, że ten jest już gotowy, powalił go na łóżko i rozszerzył mu nogi. Mężczyzna zaśmiał się tylko cicho i pomyślał: „Będzie ciekawie”, po czym palcami, uwalniając tym chłopaka z „hipnozy”.
Zdezorientowany Mira otworzył szeroko oczy, mrugając zaskoczony. Zorientowawszy się, co się dzieje zaczął energicznie się wyrywać, próbując uwolnić się z mocnego uścisku Nevy. Oczywiście bez skutku. Po chwili poczuł jak stwardniały z podniecenia członek wsuwa się w niego mocno i do końca. Poczuł rozrywający go ból i krzyk uwiązł mu w gardle. Mężczyzna nie dał mu czasu na przyzwyczajenie się i od razu zaczął się poruszać.
- …P-Przestań…to..boooli…p-przeeestań… - mówił pomiędzy kolejnymi pchnięciami, dalej próbując go odepchnąć, ale były to tak słabe starania, że Neva z łatwością złapał jego ręce i przycisnął je do łóżka nad jego głową, dalej robiąc swoje. Nie zahipnotyzowany Mira był o wiele bardziej walczący, co robiło się trochę denerwujące, ale kontynuował, czując nadchodzący koniec.
Zadał jeszcze kilka mocniejszych pchnięć trafiając w prostatę chłopaka, co sprawiło, że bolesne błagania zmieniły się w słodkie jęki przyjemności. Neva pchnął jeszcze raz i ostatecznie doszedł w jego wnętrzu. Mira niemalże w tej samej chwili ostatni raz jęknął, osiągając spełnienie.
Usatysfakcjonowany Neva opadł bez sił na chłopaka. Przez chwilę po prostu leżeli w milczeniu, a Mira zastanawiał się nad tym, co przed chwilą zrobił. Po raz pierwszy doświadczył czegoś takiego. Nigdy nie myślał o takich rzeczach. Nie był taki jak inni nastolatkowie w jego wieku. Nigdy nie latał za dziewczynami, nigdy nawet z żadną nie był. Z chłopakiem też nie. Nie zastanawiał się nad tym, czy w ogóle kiedykolwiek będzie chciał być z kimś. A teraz co? Przespał się z kimś, kogo poznał chwilę temu. W dodatku nie z własnej woli, a tyłek bolał go niemiłosiernie.
- Kiedyś Cię zabiję – obiecał Mira, przerywając kilkuminutową ciszę, krzywiąc się z bólu.
Mężczyzna podniósł się na łokciach i spojrzał mu w oczy z zaciekawieniem, uśmiechając się drwiąco.
- Nie byłbym tego taki pewien – błysnął śnieżnobiałymi kłami – To JA Ciebie stworzyłem. Do końca moich i twoich dni, zawsze będziesz robił co Ci każę. Nie możesz mi się przeciwstawić – polizał jego szyję, podkreślając tym swoje słowa – Prędzej to ja Cię zabiję. Mogę to zrobić w każdej chwili.
Zmęczony chłopak westchnął ciężko i powoli zamknął oczy. Dalej czuł pulsujący ból, rozprzestrzeniający się po całym ciele, ale z czasem stawał się on coraz mniejszy. Mimo że go bolało, nie znaczy, że nie odczuwał z tego żadnej przyjemności. Ból i rozkosz współgrały ze sobą tworząc symfonię, która połączona z gorzkimi nutami, była najpiękniejszą symfonią, jaka tylko mogła istnieć.
Nagle poczuł jak Neva podnosi jego głowę do rany, która powoli zaczynała się goić. Mira nie myśląc wiele przyssał się do szyi, po której na nowo zaczęła spływać stróżka świeżej, pachnącej krwi.
***
Kiedy Mira otworzył oczy było już dawno po zachodzie słońca. Po raz pierwszy obudził się po zmroku, a było to dosyć dziwne uczucie, lecz w końcu będzie musiał się do niego przyzwyczaić. W końcu wolał to niż spalenie się w świetle dnia. Jako wampir w dzień śpi, a w nocy wstaje – takie panowały zasady. Nie miał nic przeciwko im, bo w końcu mógł się wyspać. Nic mu się nie śniło, więc nic nie mogło przerwać jego odpoczynku.
Leżąc, dalej wspominał koszmar, w którym pojawił się niebieskowłosy. Prawdopodobnie pojawił się w nim przez to, że go zmienił i jakoś podświadomie musiał to odczuć. Jednak coś mu w tej teorii nie pasowało, lecz nie wiedział dokładnie co. Pojawienie się tego mężczyzny w tym śnie musiało mieć inny powód.
Westchnąwszy głęboko wstał z łóżka, ale przerwał mu tępy ból w okolicach pośladków. Był znacznie słabszy niż wczoraj, lecz dalej dawał o sobie znać.  Z zażenowaniem patrzył na ubrudzone krwią, niegdyś białe kimono, które rozwalone walało się po podłodze. Przeklinając w duchu jego „stwórcę”, obiecał sobie, że kiedyś odpłaci mu pięknym za nadobne. I to z wielką przyjemnością.
Po chwili usłyszał zbliżające się, ciche kroki i do zaciemnionego pokoju wszedł Neva. Uśmiechając się, podszedł do łóżka i rzucił na nie jakieś ciemne ubrania.
- Masz. Przebierz się – rzekł, siadając swobodnie na materacu – Jak chcesz wziąć prysznic to tam jest łazienka – wskazał na drzwi z małym okienkiem, zasłoniętym od wewnętrznej strony ciemną zasłoną.
Chłopak zabrał ze sobą ciuchy i poszedł do małej łazienki. Była naprawdę mała, ale jakoś dało się w niej poruszać. Z trudem, ale jednak.
Po wzięciu krótkiego prysznica, wycierając się, zauważył drobne lusterko. Podniósł je, ciekawy, czy będzie widać jego odbicie, jak to zwykle opisane było w książkach i filmach. Było, ale coś się w nim zmieniło. Zdziwiony wpatrywał się w swoją jeszcze jaśniejszą niż wcześniej skórę. Wcześniej przypominała jasno-szarą ścianę, teraz – śnieżnobiałe mleko. Oczy też miał inne, były trochę większe. Jedyne, co pozostało bez zmian to ciemne wory pod oczami, które wcześniej były spowodowane – a przynajmniej tak mu się wydawało – ciągłą bezsennością. Teraz był wyspany jak nigdy, a podkówki nie zniknęły – widocznie taką miał urodę, skoro nawet po śmierci mu zostały. Zaśmiał się w duchu. Dziwnie to zabrzmiało.
Westchnąwszy wziął się za ubieranie. Już miał założyć granatową bluzkę z krótkim rękawem, gdy zobaczył jak ona wygląda. Była dosyć luźna, całkowicie taka, jakie uwielbiał. Wolał chodzić w luźnych ciuchach. Jednak nie to mu przeszkadzało. Na plecach wyhaftowany był jakiś wzór. Gdy jej się przyjrzał zauważył czarną różę, którą ledwo było widać na ciemnym materiale. Była podobna trochę do tej, na jego naszyjniku. Zdziwiony spojrzał na wisior, a następnie znów na ubranie. Kwiaty były identyczne. Sprawiało to, że ubranie wyglądało na dosyć… kobiece. Nie miał najmniejszego zamiaru jej ubierać. Krytycznym wzrokiem patrzył na nią, jakby w nadziei, że nagle zmieni się w jego ulubiony T-shirt, lecz oczywiście tak się nie stało - bluzka uparcie pozostawała w swojej oryginalnej postaci. W końcu desperacko rozejrzał się po łazience, poszukując czegoś normalnego do ubrania, ale leżał tam tylko dywanik i szare mydło, a na ścianie wisiał brązowy ręcznik. Przeklinając, ostatecznie ją ubrał.
Gdy wrócił do pomieszczenia, w którym przespał dzień, Neva dalej siedział na łóżku z nieustannym sarkastycznym uśmiechem na ustach, zastanawiając się nad czymś.
- A, właśnie – przypomniał sobie – Miałem Cię wcześniej zapytać. Jak się w ogóle nazywasz?
- Yureimi Mira – przedstawił się krótko, rzucając brudne kimono na podłogę.
- Yureimi, co? – mruknął pod nosem, uśmiechając się, z tylko sobie znanego powodu – Fajne znamię – powiedział, wskazując na jego przedramię. Widniał na nim ciemny znak w kształcie róży. Jego matka miała identyczny – Masz dokładnie taki sam naszyjnik – przeniósł wzrok na wisiorek z czarną różą, który wisiał na szyi chłopaka.
- Po mamie – odrzekł, mając nadzieję, że temat się nie rozwinie. Oczywiście Neva nie był tego typu osobą, która wie, kiedy skończyć. Jego ślepia się rozszerzyły, jakby odkrył coś niesamowitego, a usta jeszcze bardziej się wyszczerzyły.
- Pewnie Ci smutno będzie bez niej, bo chyba wiesz, że już nie możesz się spotykać z bliskimi – ciągnął, a w jego głosie było słychać udawany smutek, z ust zniknął uśmiech.
- Moi rodzice nie żyją od dziesięciu lat – odpowiedział Mira, patrząc się na mężczyznę bez wyrazu.
Usta wampira drgnęły, lecz nie uśmiechnął się. Tylko jego oczy dalej się śmiały.
- Przykro mi – znów fałsz w głosie – Pewnie Ci ich brakuje – tym razem nie był w stanie się nie uśmiechnąć.
- Co mam robić dalej? – uznał, że ignorowanie jego słów będzie najlepszym sposobem na skończenie tematu – Do wioski nie mogę wrócić.
Mężczyzna patrzył się chwilę na chłopaka, przechylając na bok głowę, zastanawiając się nad czymś. Po chwili na jego twarzy znów zagościł kpiący uśmiech.
- Jesteś drugą osobą, którą zmieniłem w tym miesiącu, więc nie jesteś mi potrzebny. Do czasu aż się pozbędę poprzedniej ofiary, możesz robić, co chcesz – wzruszył ramionami, opierając się o ścianę.
- Po co zmieniasz te wszystkie osoby? – spytał Mira, patrząc na Neve podejrzliwie – Wykorzystujesz ich wszystkich tak, jak mnie wczoraj?
- Nie do końca… - wyznał – Zazwyczaj to tak nie spełniam swoich zachcianek – uśmiechnął się tajemniczo – Możesz czuć się wyróżniony, że tylko Ciebie potraktowałem tak łagodnie. Zazwyczaj nie jestem taki miły – znów błysnął zębami – Szkoda by było, gdybyś za szybko umarł – w jego głosie słychać było, jakby tylko o tym marzył.

Młodzieniec westchnąwszy, bez słowa minął wampira i wyszedł z pomieszczenia, trzaskając za sobą drzwiami. Wcześniej nie wychodził z tego pokoju, więc teraz z zainteresowaniem obserwował wystrój domu. Znajdował się w wąskim korytarzu, na którego ścianach wisiały małe obrazy, przedstawiające jakieś bitwy i portrety nieznanych chłopakowi postaci. Pod sufitem wisiał szklany żyrandol, taki, jaki często znajduje się w domach staromodnych bogaczy. Jego drobne kryształki odbijały blade światło płynące z małych żarówek. Nie miał pojęcia, że Neva był bogaty – pokój, w którym wcześniej przebywał wyglądał skromnie, nawet lamp w nim nie było, ale widocznie był on stworzony specjalnie dla jego ofiar. Skrzywił się na samą myśl, jak mężczyzna traktował ludzi, których dopiero co zmienił. Dobrze, że Neva puścił go wolno, nie miał zamiaru znów dać się wykorzystać.


To na razie tyle. Wkrótce kolejny rozdział!

środa, 18 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Rozdział 1

Zapraszam na rozdział 1!


  Mira przerażony otworzył szeroko oczy. Zaskoczony zauważył, że nie leży na polanie, tylko w twardym łóżku, a gardło pali go niemiłosiernie. Podnosząc się z łóżka, rozglądał się wokół. W ciemności zauważył tylko, że nie jest w swoim mieszkaniu. Po wystroju wnętrza poznał, że znajduje się w jakimś domu urządzonym w stylu europejskim, czyli miał pewność, że nie był w wiosce. Hisane słynęło ze swojego zacofania - ludzie wierzyli w różne zabobony odrzucone przez resztę krajów kilkadziesiąt lat temu i każdy dom był urządzony w tradycyjny japoński sposób. Mieszkańcy byli odizolowanymi od wpływów zachodnich państw i mieli podobne poglądy co ich przodkowie - wychowywano ich staroświeckimi metodami. Pamiętał, że jak przybył do miasteczka był zaskoczony zwyczajami, jakie tam panują. W jego domu nadal palono świece zamiast używać elektryczności! Gdy tylko tu przyjechał wiedział, że będzie to ciężki okres.
  Kiedy spojrzał na siebie, zobaczył, że jest ubrany w białe kimono, trochę  podobne do tych, które zakłada się zmarłym do trumny. Jednak nie za bardzo go to teraz interesowało. Gorączkowo zastanawiając się, co się stało, podniósł rękę do szyi, sprawdzając czy naszyjnik jest na swoim miejscu. Na szczęście był. Odetchnął z ulgą i oparł się plecami o ścianę. Nie miał pojęcia, co tu robi, ani jak się tu znalazł. Ostatnie, co pamiętał to zaśnięcie na tamtej polanie. Potem był tylko codzienny koszmar, dziwnie zniekształcony. Zastanawiając się nad tym, nagle usłyszał odgłos zbliżających się kroków. Ktoś zbliżał się do tego pokoju. Nie wiedząc, co ma robić, położył się z powrotem na łóżku i zamknął oczy, udając, że dalej jest pogrążony we śnie.
  Jeden krok. Drugi. Cisza.
  Po chwili usłyszał, jak drzwi z cichym skrzypnięciem się otwierają, a następnie ktoś wchodzi do pomieszczenia. Potem znów delikatne, prawie niesłyszalne kroki, zaczęły przybliżać się do niego. Nieznajomy nagle zatrzymał się i chłopak poczuł, jak chłodna dłoń spoczywa na jego głowie i zaczyna ją głaskać, rozczochrując mu lekko włosy.
- Nie musisz udawać. Wiem, że nie śpisz - odezwał się łagodny, z pozoru, głos.
  Mira powoli rozchylił powieki, które wydawały się teraz lżejsze niż zazwyczaj. Zapewne dlatego, że chłopak wyspał się, mimo ostatniego koszmaru. Gdy otworzył oczy, jego źrenice rozszerzyły się z przerażenia. Syknął, niczym przerażony kot i odsunął się, jak najdalej mógł, od mężczyzny, który kucał przy łóżku. Miał zaczesane do tyłu niebieskie włosy i błękitne ślepia, które obserwowały go z zaciekawieniem. Nie miał wątpliwości, że to ten sam człowiek, którego spotkał we śnie ostatniej nocy. Ten sam, który stał nad zakrawawionymi zwłokami jego rodziców.
- Kim jesteś?! - spytał chłopak wrogo, przytulając się do ściany. Dalej zastanawiał się, dlaczego stoi koło niego mężczyzna z jego koszmaru.
- Spokojnie, nie bój się. Już wszystko w porządku - odpowiedział nieznajomy, uspokajająco - Nazywam się Mikura Neva*. Miło Cię poznać - podał mu bladą dłoń, ale chłopak zignorował ją, dalej wpatrując się w niego nieufnie.
- Co ja tu robię? - wypytywał ciągle, zasłaniając się jasną kołdrą.
- Cóż, jakby Ci to powiedzieć... - zastanawiał się chwilę na głos, trzymając się za brodę i westchnął - Przyniosłem Cię tu po twoim pogrzebie, bo widzisz... tak jakoś wyszło, że "umarłeś". Pomyślałem, że nie będziesz chciał obudził się w trumnie, więc znalazłeś się tutaj - wytłumaczył i wzruszył ramionami. Wiedział, że przekazanie tego będzie trudne.
  Mira przez chwilę wpatrywał się w niebieskowłosego.
- ...co?... - spytał w końcu głupio, nic nie rozumiejąc z jego wypowiedzi.
  Mężczyzna wskazał palcem na białe kimono. Chłopak patrzył się na nie przez chwilę, aż nagle, skojarzywszy fakty, roześmiał się głośno.
- Sugerujesz, że umarłem i powróciłem do życia, a tu uczynnie uwolniłeś mnie z ziemi, bym mógł się cieszyć nowym życiem jako żywy trup? - spytał sarkastycznie - Nie żartuj ze mnie - spoważniał, patrząc się na mężczyznę spode łba. Nie nawidził, kiedy ktoś robił sobie z niego żarty. Oparł się bardziej o ścianę, by być jak najdalej od tego szaleńca. Co chwilę zerkał na uchylone drzwi, próbując trafić na jak najbardziej dogodny moment na ucieczkę.
  Neva tylko westchnął i przewrócił oczami.
- Czemu wszyscy reagują tak samo? - spytał retorycznie, przejeżdżając ręką po twarzy. Myślał chwilę jak mu wszystko wytłumaczyć - To może sprawdź, czy masz puls - zaproponował, mówiąc całkowicie poważnie.
  Mira już miał się odezwać, ale napotkawszy poważny wzrok rozmówcy, zrezygnował i wykonał polecenie. Musiał jak najdłużej podtrzymywać tą dziwną rozmowę, by trafić na dogodny moment. Znów zerknął w stronę wyjścia i zrezygnowany przyłożył palce do nadgarstka. Próbował wyszukać na nim odpowiednią żyłę, lecz nie było to takie proste, jak mu się z początku wydawało. Jego skóra wydawała się być jeszcze bledsza niż wcześniej i twardsza, więc nie łatwo było mu to zrobić. Zdziwiony tym trochę zmarszczył brwi i podniósł rękę na szyję, gdzie powinna znajdować się tocząca krew aorta, lecz tu również nie mógł jej poczuć. Zniecierpliwiony próbował znów, i znów – bez skutku.
- Widzisz? – odezwał się Neva – Brak pulsu oznacza, że nie bije Ci serce, a to z kolei, że nie żyjesz. Jesteś martwy, ale jednak żyjesz. Dziwne, prawda?
- Ale… jak to…? – chłopak uparcie przyciskał palce do żył.
- Stałeś się „żywym trupem”, jak to ładnie nazwałeś, a tak dokładnie wampirem – błysnął zębami w ciemnościach, dobrze wiedząc jak głupio musiało to zabrzmieć – Oczywiście musisz pewnych zasad przestrzegać, by prowadzić dalsze życie jako, można by powiedzieć, „nieśmiertelny”. Ale pewnie je znasz – uśmiechnął się kpiąco.
- Masz na myśli picie ludzkiej krwi, nie wychodzenie na słońce i takie tam? – spytał sarkastycznie, dalej w to nie wierząc. To nie było możliwe. Cała zgromadzona przez niego wiedza legła w gruzach. Miał jednak nadzieję, że to jest sen i jednak się obudzi, lecz nic na to nie wskazywało.
- Cóż, jeśli chodzi o picie krwi, to nie musi być to ludzka krew. Może być zwierzęca albo innego wampira – tu spojrzał na Mirę wymownie – Osobiście uważam, że ludzka jest najlepsza, ale „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma”.
- …To ty mnie zmieniłeś?
  Mężczyzna pokiwał twierdząco głową, a z jego twarzy nie znikał sarkastyczny uśmiech.
- Dlaczego to zrobiłeś? – zapytał spokojnie, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji – Co Ci to dało?
- W sumie nic – stwierdził, wzruszając ramionami – Ale jak zobaczyłem Cię leżącego na tej polanie, nie mogłem się oprzeć. Masz taką delikatną skórę… – usiadł obok Miry, oblizując się – Niebezpiecznie jest chodzić po lesie samemu… - bawił się jego włosami.
  Chłopak tylko patrzył na niego bez wyrazu, podnosząc pytająco brew. Zupełnie nie rozumiał, co temu mężczyźnie może chodzić po głowie, a ten dalej kontynuował swoją zabawę.
- Pewnie jesteś głodny, co? – spytał nagle Neva, odsłaniając zachęcająco szyję – Spodoba Ci się – szepnął mu do ucha, a chłodny oddech dodatkowo je podrażnił.
  Mira przez chwilę tylko patrzył na kusząco odsłoniętą szyję. Wahał się przez chwilę, a gardło nieustannie go paliło. Czuł, że chce mu się pić, ale tego pragnienia nie ugasi woda, nawet o niej w tamtej chwili nie pomyślał. Wiedział, że może to zrobić tylko gęsta ciesz, znajdująca się pod bladą skórą niebieskowłosego mężczyzny. Neva przejechał paznokciem po skórze i po chwili pojawiła się tam delikatna ranka, z której powoli zaczęła sączyć się krew. Chłopak instynktownie rzucił się na mężczyznę i ze zdumiewającą łatwością przygniótł go do ściany. Usiadł na nim okrakiem i złapał go za szyję, uniemożliwiając mu ucieczkę.
- No, no – wymruczał, gdy Mira wbijał w niego kły – Nie krępuj się.
  Chłopak przez jakiś czas łapczywie ssał jego krew, a mężczyzna nie oponował. Spodziewał się, że czerwony płyn będzie smakował żelazem, tak jak mu się to zawsze wydawało. Nieraz miał drobne skaleczenia i krew nie miała wtedy dla niego smaku, a jak wypiło się jej za dużo to zdawała się być ohydna. Lecz teraz pił ją, i pił, a wciąż czuł jej niedosyt. Nigdy nie spożywał nic tak pysznego, nic takiego, co mógł jeść bez przerwy, czego smak był tak uzależniający. Czuł, że nie łatwo będzie mu przerwać posiłek.
  Sącząc dalej życiodajny płyn, myślał nad tym zniewalającym smakiem.
Pił ile mógł, aż nagle poczuł, jak ręka Nevy wsuwa się pod jego kimono i delikatnie zaczyna gładzić jego udo. Zaskoczony drgnął lekko, lecz nie przerywał i dalej się pożywiał, nie mając zamiaru przestać pić. Po chwili mężczyzna zaczął rozpinać jego ubranie i odsłonił jego szczupły tułów. Błądził po nimi rękoma, wywołując dreszcze u chłopaka.
- C-Co ty robisz? – spytał zaskoczony Mira, lecz hipnotyzujące spojrzenie jasnych ślepi skutecznie odebrało mu jakiekolwiek prawo do sprzeciwu.
Ciemnozielone oczy chłopaka stały się puste, wyglądały jak szklane kulki wsadzone w oczodoły porcelanowej lalki. Młodzieniec stracił nad sobą kontrolę – teraz był zależny od rozkazu swojego pana. Neva przesłał mu nieme polecenie, które od razu wykonał. Przyssał się do szyi mężczyzny, na nowo wysysając z niej krew, pozwalając niebieskowłosemu robić, co tylko zechce.
- Dobry chłopiec – szepnął Neva, oblizując się.


To by było na tyle. Już niedługo kolejny rozdział. Komentujcie, czy się podoba!


* Japończycy, gdy się przedstawiają, najpierw podają nazwisko, później imię.

niedziela, 15 marca 2015

Ao no Hentai or Sadisuto? - Prolog

Na początek prolog. Miłej lektury!


  Był 16 lipca 2009 roku. W wiosce Hisane od jakiegoś czasu panowała tajemnicza choroba. Nawet najlepsi lekarze z całego kraju nie potrafili stwierdzić, co było jej źródłem. Według mieszkańców wioski była ona spowodowana siłami nadprzyrodzonymi - odprawiano różnego rodzaju rytuały, mające na celu pomóc biednym Japończykom. Niestety wszelkie próby pozbycia się epidemii okazały się bezskuteczne.
  Zaraza zabijała ludzi regularnie - dokładnie jedną osobę na miesiąc. Zaskakujące było to, że dotykała ona tylko młodych mężczyzn, dlatego pozostało ich w miasteczku niewiele - część po prostu zmarła, a część wyjechała, by uniknąć choroby.
  Tego dnia miało miejsce coś, co się dotąd nie wydarzyło - zmarł drugi nastolatek w tym samym miesiącu. Jego zgon był taki, jak wszystkie przed nim - niewyjaśniony. W końcu stwierdzono, że przyczyną śmierci musiała być tajemnicza zaraza. Odejście chłopaka wprowadziło do miasteczka jeszcze większy niepokój.

***

  Mira leżąc na leśnej polanie wpatrywał się w denerwująco jasne niebo, przymykając ciężkie powieki. Nie cierpiał tej pory roku - zawsze świeci słońce, a rzadko pada jego ulubiony deszcz. Był do niego trochę podobny - ponury, a życie widział w szarych barwach. Nie żeby mu to jakoś przeszkadzało, w końcu prowadził je tak z własnego wyboru. W lecie również dni są najdłuższe z całego roku, a słońce świeci praktycznie bezustannie. Nienawidził tego sezonu. O wiele bardziej wolał jesień - chłodne powietrze, częstę opady, znacznie krótsze dni.
  Z westchnieniem zamknął zmęczone po nieprzespanej nocy oczy, chroniąc je przed jasnymi promieniami letniego słońca i znów próbował zasnąć, w nadziei, że nie nawiedzi go żaden sen. Wiatr powiewał jego kruczoczarnymi włosami, a on nieświadomie podrążał się w głębokim śnie, który wkrótce znów okaże się codziennym koszmarem. Wiedział, że również i tym razem ciężko mu będzie się obudzić.

***

  Znajdował się w starym, bogato zdobionym domu. Blade światło z wiszącego pod sufitem żyrandola mrugało co chwilę, jakby zaraz miało zgasnąć. Dobrze wiedział, co to za miejsce - znał je aż za dobrze. Od pamiętnego dnia sprzed dziesięciu lat, codziennie odwiedzał je we śnie. Nie był to miły sen, a najgorszy koszmar, nawiedzający go nieustannie każdej nocy. Doskonale wiedział, co się zaraz wydarzy, więc próbował jak najszybciej się obudzić, jak to zwykle robił. Niestety tym razem nie mógł tego zrobić.
  Od dekady, co noc, z trudem wybudzał się z niego, byleby nie widzieć tego po raz kolejny. To przez to niewiele sypiał, zawsze był zmęczony i miał ciemne podkówki pod oczami - ale teraz, po raz pierwszy od kilku lat, dalej oglądał dawne wspomnienie. By zapobiec obejrzeniu jego finału, postanowił jak najszybciej opuścić to miejsce.
  Ruszył w stronę jedynych drzwi, jaike tu były. Znajdowały się one na końcu długiego korytarza, który oświetlało gasnące co chwilę, blade światło. Czasami w snach jest tak, że biegniesz ile sił, ale wyjście wcale nie wydaje się być bliżej. Tak było i tym razem. Gdy szedł w ich stronę, miał wrażenie, że wyjście zamiast się przybliżać, coraz bardziej się oddala. Zniecierpliwiony przyspieszył, aż w końcu zaczął biec - bez skutku. Drzwi uparcie znajdowały się daleko od niego, a może nawet dalej niż na początku. Nie pozwalały mu na ucieczkę.
  Po raz pierwszy miała miejsce taka sytuacja. Wiedział, że to się nie dzieje naprawdę, że ma to już za sobą, lecz mimo to, jego serce waliło, jakby to wszystko nawiedzało go na nowo. Przystanął na chwilę i rozejrzał się. Desperacko szukał jakiegoś innego wyjścia, chociaż wiedział, że to na nic. Musiał jak najszybciej stąd wyjść. Musiał, bo wiedział, że za chwilę usłyszy...
  Krzyk.
  Stłumiony kobiecy krzyk, a następnie gardłowy wrzask mężczyzny. Był to odgłos nie wróżący niczego dobrego, przypominał mu o tym, czym był spowodowany. Łzy stanęły mu w oczach, gdy znów usłyszał mrożący krew w żyłach odgłos. Zatykając uszy ruszył w stronę uchylonego okna, które niewiadomo skąd się tam pojawiło. Wiedział, że jeśli się zabije to sen powinien się skończyć. Nigdy tak nie zakończył tego koszmaru, ale miał nadzieję, że mu się to uda.
  Niestety nie było mu to dane. Światło zgasło całkowicie.
  Nagle, z nikąd, przed oknem pojawił się wysoki mężczyzna, zagradzając mu drogę. Było dosyć ciemno, lecz dzięki srebrnej poświacie rzucanej przez księżyc, jakimś cudem był w stanie dojrzeć u niego krótkie włosy, o kolorze znienawidzonego przez niego letniego błękitu. Zszokowany chłopak zatrzymał się i popatrzył na intruza z szeroko otawrtymi oczami. Po raz pierwszy spotkał go w swoim śnie i nie miał pojęcia, kim on może być. Wpatrywał się w nieznajomego jak zahipnotyzowany, lecz po chwili zdołał otrząsnąć się z szoku i nie zastanawiając się, próbował zawrócić - przecież musiał stąd uciec. 
  Już miał się wycofać, Już stawiał krok do tyłu, lecz zatrzymał go widok czegoś, co znajdowało się u stóp mężczyzny. W pierwszej chwili pomyślał, że to jakaś kuipka brudnych, starych ubrań. 
nagle coś się w tej stercie poruszyło. Chłopak wzdrygnął się i przyjrzał się bardziej. W ciemności był w stanie zobaczyć coś na kształt szczupłej, bladej ręki zaciśniętej w pięść. Była cała we krwi, lecz Mira mógł dojrzeć, że coś ta dłoń trzyma. Wahając się, przełknął ślinę i w końcu podszedł do niej. Uklęknął, by przyjrzeć się jej bliżej. W głębi duszy doskonale wiedział, do kogo ona należy, ale do końca nie dopuszczał do siebie tej myśli.
  Trzęsąc się, podniósł powoli rękę i sięgnął do zabarwionej na bordowo części ciała. Na palcu widniał cienki pierścionek z małym, granatowym oczkiem. Chłopak zamknął oczy, powstrzymując w ten sposób napływające do nich łzy przed wolnym spłynięciem po policzkach. Rozłożył ściśniętą dłoń i z trudem wyciągnął z niej wisiorek - stalowo-czarny łańcuszek, którego zdobiła zawieszka z czarną różą, bronioną przez kolczatą łodygę. Naszyjnik jego matki.
  Zaciskając wargi, podniósł się z podłogi i spojrzał na nieznajomego wrogo. Nie miał pojęcia, dlaczego pojawił się w dzisiejszym śnie, skoro przez dziesięć lat scenariusz koszmaru był niezmienny. Jednak w głębi serca podejrzewał, czemu tak jest. Czyżby wreszcie poznał sprawcę zdarzenia sprzed dekady? Wydarzenia, które wypaliło dziurę w jego sercu i zmieniło jego niegdyś pełne szczęścia życie w szarą, znienawidzoną przez niego egzystencję. Wydarzenia, którego nie był w stanie zapomnieć.
  Chłopak już otwierał usta, by się odezwać, lecz kiedy napotkał hipnotyzujące spojrzenie niebieskich oczu, wpatrujących się w niego przenikliwie, nie był w stanie poruszyć się nawet o milimetr. Stał jak sparaliżowany, bez żadnej możliwości ucieczki. Błękitne ślepia nie spuszczały z niego wzroku, a na ustach tkwił drwiący uśmiech.
  Mira mógł tylko patrzeć, jak mężczyzna podchodzi i zaczyna bawić się jego rozpuszczonymi włosami. Jak je odsuwa, odsłaniając bladą szyję chłopaka i gładzi ją przez chwilę lodowatą dłonią. Poczuł dreszcze, gdy nieznajomy pochylił się nad nią, uchylając lekko usta i drażniąc chłodnym oddechem. Czuł, jak delikatnie ją liże, aż w końcu wbija w nią coś ostrego. Nie mógł zrozumieć, co się w tej chwili dzieje.
  W miarę, gdy wypływała z niego gorąca krew, jego powieki stawały się coraz cięższe, aż w końcu opadły całkowicie.



To na razie tyle. Postaram się wrzucić kolejną notkę jak najszybciej. Komentujcie!



Ohayou!

Ohayou!

Od dawna chciałam założyć blog, ale do teraz się nie odważyłam. Dzięki namowie mojej przyjaciółki postanowiłam upublicznić swoje opowiadanie. Nie za bardzo się znam na blogach, czytam je od niedawna, ale dam z siebie wszystko!

Na początek wstawiam moje ukochane opowiadanie. Jest ono również dostępne na Wattpad'zie, więc na niego również zapraszam!

Tytuł: Ao no Hentai or Sadisuto?
Gatunek: hard yaoi, dramat, wampiry, Japonia, demony
Ostrzeżenie! Zawiera sceny erotyczne, nieodpowiednie dla czytelników poniżej 18 roku życia (czysto teoretycznie - czytać każdy może!).

Kolejne notki postaram się wstawiać co tydzień. Zapraszam do lektury!